reklama

Opisy naszych porodów

czytam to co tu bazgrzemy i stwierdzam jedno - twarde z nas babki :-) i gdzie tu ta "słaba płeć" - macierzystwo daje wielką siłę....;-)
 
reklama
Kasik dzielna z Ciebie kobieta, a z Twojego bohatera facet jak trzeba ! :) Ciesze się, że masz to już za sobą i że z całą waszą trójką wszystko jest w porządku !
Co do opisu -bardzo łatwo się przez niego przebrnąć -ładnie ubrany w słowa.
 
Opis porodu? haha rodziłam 3 miesiące!
Jak wiecie - skurcze pokochały mnie już dawno! A takie, z którymi pojechałam na IP męczyły mnie od 6 tygodni.
Kilka dni po terminie i wciąż brak innych objawów porodu.
Tym razem pełnia księżyca więc niby szanse na poród wzrosły. Standardowo wieczorem postanowiliśmy z mężusiem indukować - tym razem dwa razy :))))
Mężuś poszedł spać, a ja zaczęłam znowu męczyć się ze skurczami. Minęła godzina, druga a ja wciąż nie śpię i wydaje mi się, że tym razem są mocniejsze niż zwykle. Prysznic nie pomógł - ani nie wzmożył ani nie uspokoił moich kochanych towarzyszy - skurczybyków. Ok 3 wkurzyłam się i obudziłam męża, żeby się zbierał na porodówkę. Po jakiejś godzinie byliśmy na IP. Pani od razu wyciągnęła kartę i przyjmuje mnie na porodówkę! Pytam jej co robi, bo przecież ja jeszcze nie wiem czy rodzę czy nie! A ona zdziwiona! Chyba byłam pierwszą pacjentką, która nie rozpoznała porodu! Mówię jej, że przed przyjęciem chcę być zbadana przez lekarza żeby się upewnić czy już jest czas. Na co baba stwierdziła, że mam się zdecydować czy rodzę czy nie, bo ona pisze już kartę przyjęcia do szpitala i albo rodzę albo idę na patologię bo już jestem po terminie. Wkurzyłam się, ale co? Po godzinie znowu mam tu wrócić? Ok. I tak trafiłabym na patologię dzień póżniej więc trudno. Zostaję.
Lekarz przyszedł, zbadał mnie i mówi, że jestem wolna. Więc kolejny raz zgłupiałam i pytam co mam robić? Iść na porodówkę czy na patologię. Wyśmiał mnie trochę i mówi, że z regularnymi skurczami i rozwarciem na 3 cm na patologii długo bym nie wytrzymała.
Wylądowałam na porodówce ok 4.00 w nocy. Była jedna kobieta rodząca. Położna pokazała mi kilka sal i wybrałam sobie salę sportową :) bez łóżka porodowego. Materacyk, worek sako, piłka, drabinka, piłka z wypustkami, i lina z krzesłem porodowym. Tak minął mi czas do ok 9 - skakałam, chodziłam, wisiałam itp :) położna 3 razy robiła mi ktg i wciąż nie było żadnych zmian. Rozwarcie 3 cm i skurcze na ok 70 - 80%. Do męża zadzwonili z pracy i musiał tam jechać. A ja zostałam sama.
co jakiś czas na porodówkę trafiały kolejne kobiety. Wszystkie boksy zapełniły się. Było też tak, że biedne dwie kobiety spędzały pierwszą część porodu na korytarzu bo nie miały miejsca gdzieś indziej.
Ok 10 pogadałam z położną, żeby podpieli mi oksytocynę, bo nie chcę wylądować na patologi. Zanim to załatwiła - było ok 11. Pół godziny później przyjechał mój mąż a moje skurcze znacznie się nasiliły. Położna zbadała mnie i już było 6 cm rozwarcia (a tylko pół godziny z oksy)! Dostałam zastrzyk rozkurczowy i dosłownie jak z bicza strzelił. Jak na złość, dziewczyny które dostały znacznie wcześniej oksy - miały wolniejsze tempo porodu więc dogoniłam je. we trójkę szłyśmy łeb w łeb. Biedna położna biegała pomiędzy nami i ledwo wyrabiała. Jak poprosiam o znieczulenie to powiedziała, że na zzo jest za późno, bo niedługo będę rodzić. Zaproponowała coś dożylnie więc oczywiście się zgodziłam.Ogólnie pomiędzy 6 cm a pełnym rozwarciem byłam dwa razy pod prysznicem, gdzie bez obecności męża nie wyobrażam sobie korzystać z tego luksusu. I wtedy jedna laska zaczęła rodzić. Położna pobiegła do niej a ja minutę później dostałam skurczy partych. Wołam ją a ta mi krzyczy, że mam czekać :)) Przybiegła, zbadała mnie i mówi, że mam powstrzymywać parcie, bo brakuje pół cm rozwarcia! Pobiegła znowu do tej drugiej. Ja oddycham jak wariatka - mąż ze mną :) i wołam położną, a ta nic, bo tamta rodzi. Mąż się śmiał, że mam krzyczeć, to może wtedy przybiegnie więc spróbowałam i nie dość, że poczułam ulgę w krzyku to na dodatek położna migiem była przy mnie! Ale dalej brakuje pół cm więc leci do tamtej. Mnie spodobał się krzyk więc z każdym skurczem wyłam coraz głośniej :) Co chwilę położna przybiegała i odbiegała. Ja mam apogeum bólu i dosłownie wgryzałam się w worek sako powstrzymując parte a ta druga właśnie urodziła i słyszę krzyk jej dziecka. Tylko dlaczego to nie moje dziecko!? Krzyczę do położnej, że ja też chcę! Podbiega i mówi, że mam się przenieść z sako do innej sali na łóżko, bo inna pani z korytarza chciałaby moją salę :) Oczywiście pytała czy wolę sako czy łóżko. Mnie było wszystko jedno, byleby już mieć to za sobą. Czekałam na przerwę pomiędzy skurczami i biegłam do innej sali żeby zająć łóżko. Bieg pomógł bo wreszcie rozwarcie puściło i jak tylko walnęłam się na łóżku - pierwszy niepowstrzymany party i odeszły mi wody :) później miało być łatwiej, ale okazało się, że moje parte są za krótkie żeby małą wyprzeć. Zbiegli się do mnie wszyscy z porodówki i uczyli mnie przeć bez skurczy. Zresztą oni wszyscy parli razem ze mną :) a mąż dzielnie trzymał mi głowę :)) Poczułam przy skurczu, że główka schodzi do kanału, już prawie ją urodziłam, ale po skurczu cofnęła się. "zakmnij oczy i nie krzycz, bo tylko tracisz siły!" Więc już nie krzyczałam (chyba) ale przy takim parciu jak mi kazali - wszystkie naczynka na twarzy mi pękły. Wreszcie po jakimś czasie - zdawałoby się, że cała wieczność minęła - krzyczę do położnej, że jakby co - to ma mnie naciąć, a ona na to, że i tak musi, bo dzidzia jest wielka jak na moje gabaryty. Przyszedł skurcz pręęęęęęęęę (tu nacięcie) i koniec skurczu ale wszyscy krzyczą, że mam przeć dalej bez skurczu więc pręęęę a oni wszyscy ze mną :) poczułam, że główka już jest, każą przeć dalej i wyparłam resztę ciałka. O godzinie 14.50 moja kochana Milenka przyszła na świat! Położyli mi niunię na brzuchu i świat stał się taki piękny i cudowny! Chciałam ją schrupać! Nie mogłam sie na nią napatrzeć! Chciałam żeby świat zatrzymał sie w miejscu :)Wszystko mnie boli jak cholera, siły nie mam na nic ale niunia jest taka boska! miała rude pokręcone włoski (od mazi płodowych, bo po przemyciu stały się proste i blond) Tatuś zrobił fotkę z pępowiną (przypomnieli mu o tym lekarz z położną, bo on by zapomniał) później poprosili go o przecięcie pępowinki.
Chwilka razem i zabrali ją do mierzenia z tatą. Ja znowu bez skurczu wyparłam łożysko. Lekarz zaczął mnie szyć i wtedy kobieta przynosi mi małą :) Pokazuje ją - a ja straciłam głowę i zaczęłam płakać, tak się przy tym trzęsłam, że opieprzyłam jeszcze lekarza, że ma na chwilę przestać, bo jak się trzęsę to mnie boli jak kłuje mnie igłą (do znieczulenia). Szył mnie tyle czasu, że myslałam, że go uduszę! Ja chcę już do niuni a ten pajac szyje, szyje i szyje. Pytam go ile mam szwów, a on że dużo bo zszywa nacięcie i pęknięcie. Skomentowałam tylko, że będzie nizły haft :) W sumie mam 9 szwów.Ledwo siedzę! Ale po stronie nacięcia nic nie boli, a tam gdzie pękłam - wymiękam! Po zszyciu lekarz ścisął mi rękę i pogratulował, mężusiowi też :)
I wtedy usłyszałam, że moja połozna znowu leci do następnego porodu!
Ach ta pełnia księżyca... a zazwyczaj w moim szpitalu jest jedna, może dwie rodzące jednocześnie.
 
Ostatnia edycja:
Ardzesh- no szacun!!! czyta się to jak Agathe Christie...:-D:-D:-D

mój ulubiony kawałek to ten z "łeb w łeb":-D:-D:-D:-D:-D:-D ubawiłam się przednio... Tyś tam wielką Pardubicką urządziła tym pozostałym rodzącym ale przede wszystkim- tej biednej położnej!! na następną pełnię ona chyba weźmie sobie urlopik;-):-D:rofl2:
gratuluję Tobie i Milence i Mężowi- miał Chłop wytrzymkę!!!:rofl2:
 
Ardzesh...coś niesamowitego! Niesamowitego! Czytając twój opis śmiałam się i wzruszałam na przemian. Najbardziej poruszył mnie ten twój krzyk, czułam jego siłę i parcie jak furia...aż mnie dreszcze przechodzą. Jestem z ciebie bardzo, bardzo dumna! Gratuluję córeczki i ściskam was serdecznie!
 
Ardzesh, spłakałam się jak czytałam o tej biegającej położnej. Swoją drogą to jej współczuję biegania od jednej rozwrzeszcanej kobitki do następnej. Tobie gratuluję wytrzymałości i oczywiście udanej córci. :-)
 
Ardzesh niezła jesteś!Gratuluje!!!
Aktywny poród to zupełnie inna sprawa..ciekawe czy mnie będzie tym razem dane poskakać na piłkach itp (przy Kubie miałam cały poród ktg podłączone kroplówe i potem jeszcze maskę tlenową musiała trzymać....
 
reklama
Ardzesh-dzielna kobieto:-), poród niesamowity, nie gniewaj się , ale momętami śmiać mi się chciało, wiem że Tobie niebyło do śmiechu, ale ten maraton po salach z partymi..... Naprawde dzielna byłaś:tak:.Mam nadzieję ze szybciutko wrócisz do zdrowia!!!:-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry