Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
, po czym poczułam parte. I wtedy jakoś poczułam,że w końcu jesteśmy na finiszu, przenieśli mnie na fotel do rodzenia i kazali przeć. Z tym akurat nie miałam problemów, 4 parte i Sara była na świecie.:-):-) P.przeciął pępowinę,a ja płakałam i śmiałam się jednocześnie. Ważyła 2720 g i miała 52 cm. Udało się bez nacięcia, nie pękłam w ogóle,założyli mi tylko 2 szwy "kosmetyczne". Jestem bardzo szczęśliwa.
odczuwalne bardziej niz te poprzednie, jednak jeszcze do wytrzymania, wiec siedzialam sobie tak na lozku na sali ze znajoma i czekalam do 17:30. wtedy monika powiedziala zebym moze poszla do poloznych i sie zapytala czy mam dalej czekac czy juz isc rodzic, wiec poszlam. z usmiechem na twarzy weszlam do poloznych i sie pytam czy juz rodze bo mam skurcze co 2, 3 minuty
na co one wywalily oczy i mowia "pani to sie juz moze pakowac, my pani rzeczy przeniesiemy na poporodowa"
no to ok, poszlam sie spakowac, zabralam szlafrok i na porodowke
), po jakims czasie mialam rozwarcie juz na 7 cm i tu nastapil kryzys. skurcze byly, ale glowka wysoko i nie bylo postepu w rozwieraniu, ja juz nie dawalam rady, plakalam i blagalam o cesarke
ale zamiast cesarki oczywiscie dostalam kroplowke na poped
po jakims czasie przebili mi pecherz plodowy i potem to juz poszlo ekspresowo, niestety godzin nie pamietam, nie zwracalam na to uwagi
o 12:00 zaczely mi sie skurcze parte, przy 3 wyskoczyl Alex (po nacieciu niestety, ale to rutynowo robia u nas w szpitalu w Pabianicach)
wazyl 4 480 i mial 59 cm
potem lozysko, lyzeczkowanie bo cale nie odeszlo niestety no i najgorsze - szycie
a potem to juz tylko lod miedzy nogi, odwiezienie na sale poporodowa i odpoczywanie z malym :-)
) turlalam sie na tej cholernej pilce, to poloznym zebralo sie na zarty i stwierdzily : ee, pani to jeszcze ze 4 godziny bedzie rodzic
myslalam ze je pogryze
ale 25 po polnocy juz bylo po bolu
lacznie moj porod trwal 7 godzin i 25 minut, z czego skurcze parte trwaly 15 minut :-)
może się wyrobię zanim maluch sie obudzi:-)
nawet najmniejszego skurczu nie miałam. W końcu po prawie tygodniu lekarz który oceniał KTG stwierdził, żebym następnego dnia (piątek 11września) zgłosiła się na Izbę przyjęć ze spakowana torba i tam ocenią co dalej. Tak też uczyniłam. Na izbie czekałam 6 godzin az mnie w końcu zbadał lekarz. Bardzo sympatyczna pani doktor w czasie badania stwierdziła, że gotowośc do porodu jest juz doskonała, główka niziutko i rozwarcie na 2 palce, tylko skurczybrak. Zostawiła mnie w szpitalu na Patoligii i powiedziała, że jutro ona ma dyżur to pomoże mi urodzić. Noc upłynęła spokojnie. Rano w sobotę na obchodzie pania doktor zabroniła cokolwiek jeśc i pić i zleciła oksytocynę. Tak więc o 12 wylądowałam na przedporodowym i podpieli mi kroplówkę. Na początku zupełnie nic się nie działo, po jakiś 25 minutach dostałam lekkich skurczy które dosyć szybko się nasilały. O 12.30 mój maluch chyba sie na mnie juz wkurzył bo poczułam dośc ostry ból (tak jakby on mnie kopnął bądź udzerzył rączka centralnie w szyjkę) i odeszły mi wody. Położna mnie zbadała i stwierdziła rozwarcie na 3 luźne tylko nie wiem czy palce czy cm a jest to dość spora różnica. Zabrali mnie na porodówkę. Niestety musiałam cały czas leżeć bo byłam podpieta do oxy i pod KTG. Bóle były coraz częstrze i coraz silniejsze. Miałam plan przy następnym badaniu poprosić o znieczulenie, ale okazało się wtedy że rozwarcie już na 8 cm więc ze znieczulenia nici. Położna mnie pocieszyła że jeszcze jakieś 2 lub 3 skurcze i będziemy rodzić. I tak też się stało, zaraz przyszły skurcze parte i to było moje wybawienie, bo wogóle mnie nie bolały. Poprostu czuła jakbym miała okrutne zatwardzenie:-) z którym trzeba się troche pomęczyć. No więc zaczęło się parcie co na początku nie zbyt mi wychodziło, ale poożna mi pomogła. Jak juz główka miała wyjść to coś sie tam zablokowało do tego stopnia że lekarz juz chciał użyć kleszczy, na co moja położna zaczęła na mnie krzyczeć żebym się postrarała, kazała mi dotknąć główki która juz prawie wyszła. Przy następnym skurczu ja dałam z siebie wszystko na co było mnie w tym momencie stać, lekarka która mnie przyjmowała położyła mi się na brzuchu i tym sposobem o godzinie 16.00 urodził się mój ukochany syneczek 58 cm i 4380g.
, a tak naprawdę w porównaniu ze skurczami to pikuś, dodam że byłąm nacięta, pochwa popękała mi a na koniec miałam łyżeczkowanie macicy i żyję i mam się dobrze. Naprawdę nie bójcie się bo podczas porodu jest taka adrenalina że można góry przenosić, moja Maja miała 3830 i 59 cm więc mała nie była. A jeśli chodzi o cesarkę to prawda ja kilka godzin po porodzie wziełam prysznic i umalowała się a koleżanki z sali po CC leżały jak kłoda 2 dni a potem też wesoło nie było, mam nadzieję że pomogłam choć jednej ciężarnej koleżance przezwyciężyć obawy jeśli nie strach przed porodem.
Ja urodzilam 9 dni po terminie.(22 wrzesnia 2009)Dostalam od gina skierowanie do spiztala na wywolanie. Wyszykowalam sie i 21 wrzesnia zostaalm wpisana na odzial. Na drugi dzien miala byc kroplowka. Strasznie sie jej balam bo slyszalam ze takie skurcze sa silniejsze. No i z tego strachu sama zaczelam rodzic w nocy. Skurcze zaczely sie o godz 00.30 a o 10 rano wyskoczyl Piotrus. Okolo 4 rano skurcze byly juz co 5 minut wiec zadzwonialm po mojego meza(rodzilismy razem) i od razu przyjechal caly jak w skowronkach ze w koncu cos sie zaczelo.
w miedzy czasie mialam masaz szyjki cos okropnego
okolo 8 rano porod sie zatrzymal stanelo na 8 cm, skurcze co 2 minuty juz druga godzine lecialy wiec dostalam kroplowke(jednak mnie nie ominela) no i wtedy zaczela sie jazda bez trzymanki. Bolalo mocno
potem skurcze parte, naciecie krocza i plusk.Piotrus sie urodzil. Po porodzie szycie a godzinke pozniej bylam juz pod prysznicem czulam sie dobrze
pozdrawiam