chyba zrezygnuje ze starań o fasolke, bo normalnie juz nie dam rady ciągnąc dalej. z mężem nie potrafie na ten temat rozmawiac, zreszta on tego do końca nie rozumie chyba, nie chce isc robic badań. a dla mnie naprawde jest bardzo ciężko jak codziennie badam po kilka cięzarnych, slucham tetna cudzych dzieciaczków...czasmi niechcianych...ja robie badania jakie mi tylko do głowy przychodzą, i na jakie moge sobie pozwolic, łykam tabletki. wzielabym w końcu CLO, ale on nie chce sie przebadac i nawet nie wiem czy potrzebnie sie truje tymi tabletkami. tyle razy juz mu mówiłąm że powinein, a on mówi ze jak juz uznam ze ma isc robic, to żebym mu powiedziała. dzis stwierdziął ze nic juz nie bede mówic, jak sam sie namysli to niech idzie. najbardziej mnie boli jak mówi ze on ze swojej strony robi wszytsko co może, wtedy czuje sie tak, ze ja nei robie wszystkiego,ze nie robie nic...
czy sądzicie ze powinnam pójsc i sprawdzic drożnosc jajowodów??
tak bardzo che mi sie płakac, ale nie mam możliwosci na razie :

.dzis sa urodziny szwagra,który chwilowo mieszka z nami, wiec jest mała impreza, i musze byc wesoła :

dziękuje za was mam!