reklama

Organizacja na macierzyńskim

Ja pamiętam, że dla mnie szokiem było po pierwszym porodzie to, że miałam jednoosobową salę (po dwóch dniach na pooperacyjnej), dziecko ze sobą w tym maleńkim szpitalnym wózeczku i właśnie do mnie dotarło jak to ogarnąć, żeby wyjść do toalety czy wziąć prysznic? Mam je zabrać ze sobą, zostawić tutaj? Później w domu się jakoś ogarnęło, ale nie wyobrażałam sobie zostawić dziecka na sali, gdzie nawet drugiej mamy do poproszenia nie było... Do dzisiaj pamiętam też, jak jedna mega młoda pielęgniarka z neonantologii się na mnie wyrzyła tekstem: a pani myśli, że w domu to ktoś będzie pani pomagał? Nooo nie wiem czy była nieszczęśliwa, czy skrzywdzona przez los, ale normalne że w domu w takich momentach mi później pomagał ojciec dziecka ;-) pamiętam, że jak wyszła to się poryczałam.
Ale to chyba w pierwszych tygodniach Ci pomagał...? Czy był w domu przez cały macierzyński?
 
reklama
Ja pamiętam, że dla mnie szokiem było po pierwszym porodzie to, że miałam jednoosobową salę (po dwóch dniach na pooperacyjnej), dziecko ze sobą w tym maleńkim szpitalnym wózeczku i właśnie do mnie dotarło jak to ogarnąć, żeby wyjść do toalety czy wziąć prysznic? Mam je zabrać ze sobą, zostawić tutaj? Później w domu się jakoś ogarnęło, ale nie wyobrażałam sobie zostawić dziecka na sali, gdzie nawet drugiej mamy do poproszenia nie było... Do dzisiaj pamiętam też, jak jedna mega młoda pielęgniarka z neonantologii się na mnie wyrzyła tekstem: a pani myśli, że w domu to ktoś będzie pani pomagał? Nooo nie wiem czy była nieszczęśliwa, czy skrzywdzona przez los, ale normalne że w domu w takich momentach mi później pomagał ojciec dziecka ;-) pamiętam, że jak wyszła to się poryczałam.
Ja też słyszałam teksty pokroju „no ma Pani szczęście” jak mąż się zajmował synem w szpitalu. Tak jakby angaż ojca był czymś nietypowym 🤷‍♀️
 
Ja pamiętam, że dla mnie szokiem było po pierwszym porodzie to, że miałam jednoosobową salę (po dwóch dniach na pooperacyjnej), dziecko ze sobą w tym maleńkim szpitalnym wózeczku i właśnie do mnie dotarło jak to ogarnąć, żeby wyjść do toalety czy wziąć prysznic? Mam je zabrać ze sobą, zostawić tutaj? Później w domu się jakoś ogarnęło, ale nie wyobrażałam sobie zostawić dziecka na sali, gdzie nawet drugiej mamy do poproszenia nie było... Do dzisiaj pamiętam też, jak jedna mega młoda pielęgniarka z neonantologii się na mnie wyrzyła tekstem: a pani myśli, że w domu to ktoś będzie pani pomagał? Nooo nie wiem czy była nieszczęśliwa, czy skrzywdzona przez los, ale normalne że w domu w takich momentach mi później pomagał ojciec dziecka ;-) pamiętam, że jak wyszła to się poryczałam.
Ja trochę nie rozumiem oburzenia 🙈 w sensie wiem, że zaraz po porodzie te pierwsze dni to taki mega szok, ale prawda jest taka, że potem trzeba się jakoś ogarniac. To często wymaga dużej logistyki, nie każda kobieta ma potem w domu pomoc ojca dziecka. A nawet jeśli, to i tak się zdarzy, że będziesz z dzieckiem sama.

Ja z rocznym synem wylądowałam w szpitalu to toaleta i kuchnia były na drugim końcu korytarza, a dziecka nie mogłam wynosić z sali. W sumie nie mogłam też zostawić go w sali samego bez opieki i też trzeba było kombinować.
Jak byłam z nim w szpitalu i miałam toaletę z wejściem od sali, to po prostu zostawiałam otwarte drzwi (bo sami byliśmy na sali).
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry