Ja pamiętam, że dla mnie szokiem było po pierwszym porodzie to, że miałam jednoosobową salę (po dwóch dniach na pooperacyjnej), dziecko ze sobą w tym maleńkim szpitalnym wózeczku i właśnie do mnie dotarło jak to ogarnąć, żeby wyjść do toalety czy wziąć prysznic? Mam je zabrać ze sobą, zostawić tutaj? Później w domu się jakoś ogarnęło, ale nie wyobrażałam sobie zostawić dziecka na sali, gdzie nawet drugiej mamy do poproszenia nie było... Do dzisiaj pamiętam też, jak jedna mega młoda pielęgniarka z neonantologii się na mnie wyrzyła tekstem: a pani myśli, że w domu to ktoś będzie pani pomagał? Nooo nie wiem czy była nieszczęśliwa, czy skrzywdzona przez los, ale normalne że w domu w takich momentach mi później pomagał ojciec dziecka ;-) pamiętam, że jak wyszła to się poryczałam.