Ja o kasie nawet nie chce myśleć. Rachunki, kredyt, badania...do tego zbieramy na samochód bo nie mamy a przy dzidziusiu się przyda. Tyle tylko, że raczej oszczędni jesteśmy. Ja uwielbiam rzeczy markowe i to takich marek na jakie nigdy nie mogłabym sobie pozwolić: Armani, Prada, YSL. Pozostaja mi lumpexy, które uwielbiam bo fantastyczne rzeczy mozna znaleźć za małą kasę. Już nie pamiętam kiedy kupiłam sobie czy mężowi coś w sklepie. Na maluszka tez kilka fajnych ciuszków upolowałam, oczywiscie wyprawke na wyjście ze szpitala kupie w sklepie: bodziaki, śpioszki, bluzeczki, ale w lumpexach wyszukałam już fantastyczne, zupełnie niezniszczone a co najważniejsze super miękkie i wygodne jeansy GAP, NEXT na malucha 3 - 6 miesięcy. Dla mnie takie "szukanie" to rozrywka, potem chodze dumna że udało mi się super firmówke za 9 zł kupić. Sporo kasy przewalamy na jedzenie bo lubimy dobrze zjeść, czasami gdzieś wyjść, chociaż ostatnio nie wychodzimy z uwagi na moje samopoczucie. Duzo myslimy nad wózkiem - jaki najbardziej ekonomiczny a zarazem wygodny dla dziecka i bezpieczny. Butelki, smoczki, kosmetyki dla maluszka trzeba będzie kupić ale mam nadzieję, że uda mi się karmić piersią więc odpadnie koszt mleczka - nie ma co ukrywać wcale nie mały. Pozostaje pytanie co z maluszkiem jak skończy mi się macierzyński bo będę chciała do pracy wrócić (względy finansowe + ja nie bardzo potrafie na tyłku usiedzieć). Babcie daleko, koszt niani ogromny, do żłobka nie jestem przekonana. Na codzień staram się o tym wszystkim nie mysleć, odliczam dni do kolejnego USG i końca I trymestru, żeby móc trochę odetchnąć i być spokojniejsza o dziecko, najważniejsze, żeby spokojnie donosić ciążę, urodzić maluszka, żeby był zdrowy i szczęśliwy a z resztą jakoś damy radę, musimy.
Ja z kolei dołowato czuję sie z innego powodu - nie mam siły/ochoty o siebie zadbać, ładnie się umalować, uczesać czy ubrać, jak spotkam się z koleżankami przeraża mnie że na ich tle wyglądam jak kopciuszek a naprawdę ciężko mi się zmotywować do czegokolwiek.
Dzis powróciły mdłości - nic miłego, ale w sumie jestem spokojniejsza, gdy je mam. Czuje sie kiepsko, bez siły, wstaje z łózka tylko do kibelka. Myśl, o nadchodzących świętach i konieczności "objechania" rodziny mnie przeraża, ale może jakoś dam rade.