no i mnie dopadła melancholia....słucham właśnie Ryska Riedla...kurcze brakuje mi czasów glanów i bezgranicznej wolności...kiedy liczyła sie tylko muzyka, luz i przyjaciele...rozmowy do rana, pogo na koncertach, patrzenie w oczy przy piosenkach Dżemu...i ta swiadomosć że nie liczy sie nic, że moge isć gdzie chce zostawić wszystko w tyle...pamiętam jak dziś telefon od kumpeli - jedziemy z Czarną nad morze, Pidżama ma koncert, dziś o 22.00 mamy pociag, jedziesz? - spakowanie plecaka w ciagu dwóch godzin, ekipa w pociagu, zabawa wśród ludzi takich jak ty, noce pod chmurką...i powrót po dwóch dniach...kurcze takich momentów było mnóstwo, teraz sie to wszystko docenia, te wszystkie chwile....Isiak jest dla mnie wszystkim, całym światem ale tak czasem sobie pomyśle...