Witam się- nie wiem,czy mam "Dzień dobry",czy 'dobry wieczór "pisać.Dziś obudziła mnie nie Amelka,a namolna koleżanka



telefonem!!!!Musiałam zrywać się z łóżka i lecieć diabelstwo wyłączyć,bo nie tylko Amelkę,ale i
Miniu by mi obudziła,idiotka jedna



!!!Co za dziewucha






_że ona sobie baluje gdzieś w środku nocy ,to nie powód,żeby wydzwaniać o tej porze !!!!Połączenie oczywiście,odrzuciłam,a ta drugi raz dzwoni...noż,k....!!!!



My zalatane cały dzień,bo załatwiałyśmy sprawy z autkiem
Miniu i dopiero po odstawieniu do blacharza(na wies,11km od Stargardu ,bo w całym mieście nie było nikogo,kto by się podjął zrobienia go "na wczoraj"),miałyśmy chwilę czasu dla siebie.Wybrałyśmy się na spacerek ,zahaczając ,oczywiście ,o Włocha i jego lody;-).
Powiem tylko tyle,że było pysznie i nie dałyśmy rady skończyć,tak się obżarłyśmy.oczywiście,zakręcone obie,nie wzięłyśmy aparatu

,coby wspólną fotkę ze spacerku wrzucić...

Miło się siedziało na tarasie kawiarni,ale Amelka zaczęła czadować i szybko trzeba było się ewakuować do domku.W międzyczasie sobie uświadomiłam,że moje dziecko ostatni posiłek jadło o 13- obiadek,a była 18






.Tak zasuwałyśmy z powrotem do domu,że nawet nie zauważyłam,jak moje dziecko zgubiło zabawkę- taka fajną krowę z pozytywką-buuu:-(.Wkurzam się na odmianę "spacerówkową " wózka i chyba wróce do gondolowej,bo jakos mam wrażenie,że i Amelce wtedy wygodniej było,a to nie pierwsza taka zguba z wózka.
W domku pośpieszna kąpiel Amelki ,tankowanie- a tu zonk- wypiła z wielkim trudem 100 ml i do zabawy- dwie godziny ,jak na złość,zasnąć nie chciała,tylko śmiała się,gadała po swojemu i w ogóle czadowała.W końcu puściła 2 porządne pawiki,że piżamka do wymiany(obstawiam bitą śmietanę,którą dostała do polizania

)i dała się uśpić ale u mnie w łożku.A my otworzyłysmy sobie winko(WREEEESZCIE


) i po spróbowaniu i stwierdzeniu,że jest pyszne,padłyśmy jak zwłoki.Tak więc...cienkie z nas imprezowiczki,no,ale obie miałyśmy nocke do tyłu i cały dzień " w biegu",więc to chyba tym można tłumaczyć.
Strasznie żałuję tylko,że Casperka z nami nie ma:-(,no,ale mały dżentelmen jeszcze nie ma paszportu zrobionego...
Nie wiem,jak to napisac,żeby nie przeczytała;-),ale
Miniu jest super



:-).A zdjęcia,które widziałyśmy w ogóle nie oddają jej sprawiedliwości:-).
Tak więc opisu szalonej imprezki się nie doczekałyście,ale jeszcze nic straconego,jeszcze kilka wieczorków przed nami.Zresztą widzę,że tu tez jakiś Klub Abstynenta...
odpisuję z pamięci,więc z góry prosze o wyrozumiałość,ale nie chcę już kombinować,żeby znów mi posta nie zeżarło,jak wczoraj.
Ale tak:
Tak czytam o tym nadchodzącym skoku i lęku separacyjnym i jestem przerażona


- dodać to do terroryzmu,to juz w ogóle ocipieję


:-(
Natuś- tulaski od nas- nie wiesz,jak żałujemy,że tak daleko mieszkasz i nie możesz być z nami....od razu bysmy Ci humorek poprawiły



No i w ogóle,szkoda,że tak spotykamy się "na wyrywki",a nie wszystkie razem.Nie ma przeproś- musimy się jakims cudem skrzyknąć kiedyś,bo naprawdę jest super

:-).Tak to juz jest w życiu- stare "przyjaźnie " nieraz zawodzą,ale na ich miejsce pojawiaja się nowe,chocby zawiązane wirtualnie,jak tu

.Chyba Wam juz kiedys dziękowałam,że jesteście?;-):-):***
Iduś- mam nadzieję,że burza była dłuuuga,z licznymi wyładowaniami

;-)

.I że w pełni zrekompensowała Ci brak doznań na platformie;-)

.
Dobranocka- jejku,jak to miło było czuc dzidziusia w brzuszku...ech,rozczuliłam się

.Super,że rzygaczka mija
Alicja,no,gratuluję odwagi

i trzymam kciuki,żeby sie wszystko po Waszej myśli poukładało
Dawidowe-wszystkiego najnajnaj z okazji urodzinek,szybkiego powrotu męża:-) i pociechy z Laurity.
Sheeney,to pewnie aklimatyzacja,jet lag,niedługo wszystko wróci do normy.A włosy ,no,cóż,odrosną...ale może właśnie pozwól nam ocenic,czy rzeczywiście jest tak tragicznie?A mój m. nic nie mówi,ale jak Amelka płacze 5 sekund,to albo patrzy na mnie jak na wyrodną matkę,albo sam leci do niej...rozpuscił mi ją masakrycznie

.
A do wszystkich co z małżami maja akcje,to powiem tylko,że faceci to taki typ,że oni po prostu funkcjonuja w innym rytmie- 12godzinnym.Jak np. w dzień było jakieś spięcie,nieporozumienia,to my chciałybysmy to drążyć,wyjaśniac...a oni - mija dzień i wieczorem juz dla nich "nie było sprawy".I to nie jest mój wymysł,juz kilka razy gdzieś czytałam i słyszałam o tym.Dlatego czasem ciężko nam się dogadać,bo oni zachowują się tak,jakby nie wiedzieli,o co nam chodzi.
Doris,no,jakaś porażka z tymi dzwonami


.O co kaman?!!!Oby jednorazowa

.Moja siostra w Szczecinie mieszka naprzeciwko takiego kościoła,co to co 2-3 godziny melodyjki kościelne na dzwonach wygrywa- ostatnia jest o 22 albo 23,juz nie pamiętam...przyznam się,że kiedys zdewastowałam jej kuchnię,jak planowalismy wspólnego Sylwestra u niej i jej chłopak rzucił"Ciekawe,jaka muzę DJ nam na Sylwka zapoda",wskazując ruchem głowy na ten kościół właśnie.No,dosłownie jej kawą ścianę oplułam,tak parsknęłam śmiechem



Dziulka,fiu fiu,nie pogadasz...niania z rezydencji...toż to małą hrabinie z Leane Ci zrobi;-)



Co do raczkowania,to hm...z jednej strony bym chciała,żeby Amelka raczkowała,bo to ponoć korzystne dla dziecka,a z drugiej wcale mi nie śpieszno do wszędobylskiej wiercipiętki.Może niech zacznie za jakiś czas,jeszcze nie teraz?Co prawda moje dziecko jest dziwne,bo na brzuchu nienawidzi być i zaraz jest ryk,ale non stop się na ten brzuch przekręca.czy siedzi,czy leży na wznak- sekunda i juz jest na brzuchu.No i wściekłość.I wtedy robi zmutowanego cocker spaniela,bo klęczy i prostuje nóżki- czyli nogi wyprostowane,"stoi" ,a łepetyna w dole

-pupa tylko chodzi w górę i w dół-przekomicznie to wygląda

.
dziś ósemeczke na suwaczku ma
Krzyś
Czarodziejka M- wszystkiego najlepszego dla Was
:-):-):-)
I,wiecie,co?Może ja jeszcze zajrze na inne wątki i się jeszcze zdrzemne?Choc,jak znam życie,to jak wreszcie przysne,jak w ogóle uda mi się ta sztuka,to Amelka wstanie...ech,życie...;-).
My z Miniu dzis od rana znów będziemy w biegu,między warsztatami samochodowymi,ale jak sie ogarniemy,to zajrzymy

