sheeney- jak ma być to będzie

Nasz też nas zaskoczył, ale jak mi się spóźniał parę dni to już się domyślałam, tylko czekałam na upewnienie się.
stripmymind- mój je już kanapki i parówki, bo nie xz bardzo lubi jeść papki. Woli do łapy dostać.
Rysia- Mój Pizze też jadł, mojej roboty. Więc była łagodna, bez dodatków, sam sosik.
dziulka- to zależy jakie frytki, własnej roboty z własnego ziemniaka, dziecku nie zaszkodzi, a tak poza tym to nasze pokolenie też jadło i bez wytycznych, nie było słoiczków, moja mama mówi, że się dawało dzieciom słoninę do cyckania, żeby do tłuszczu się przyzwyczaiło, a parówek nie było dziecięcych. Nie było mleka na wiek dziecka, jeden rodzaj i jak się nie miało to krowie się dawało. Jak dzieci chcą niech jedzą, wiadomo z głową. Mój bardziej cycka, nie je dużych kawałków, nie ma zębów, a parówę to skrobał, większe wypluwa kawałki, bułkę jak je z masłem, to jak się mu klei do podniebienia to zaraz odruch wymiotny. Ale to jedyny sposób żeby zjadł, nie chce papek, woli większe kawałki, ziemniaki je z łyżki i ryż, a miksowane zupy nie chce, a kluski z rosołem je.
sheeney- mój nie chce ze słoiczka jeść owoców, je banana w ręce i jabłko cycka, czasem mu wcisnę na siłę, żeby miał witaminy, a ostatnio to dałam mu do picia rozrobione z wodą, bo bym musiała wywalić, czasem olka zje jak młody nie chce.
monimoni- ja tak jak
aniawa też się napisałam i już myślałam, że moja edukacja na mgr się zakończy, ale wymagania się zmieniają i trzeba nadrabiać. Sama dasz radę, ja też na ostani gwizdek pisałam.
Natolin- gratki dla was z okazji 8ki
emilia- ja też mam wykształcanie podobne, dokładnie kończyłam Bankowość i Finanse, specjalizacja Rachunkowość, ale do banku nigdy mnie nie ciągło, chyba, ze w księgowości. A co byś chciała robić?
Alicja- no co ty, pocieszycielka strapionych dusz, wiecznie żary jakieś wklejasz,a ty nagle tak nas opuszczasz, nie smuć się, będzie dobrze, zawsze możesz szukać pocieszenia u nas.
Makuc- w sumie dobrze, że mąż ma pewną pracę i własny interes. Teraz ciężko coś samemu rozkręcić. Ja jestem z Gw, znam Niemiecki i Angielski i jakoś pracy nie mam.
Zależy jaką firmę ma mąż, jak da się przenieść to czemu nie wyjechać.
doris- rozumiem ciebie, ja jak studiowałam to z kasą było krucho i miałam staż na mgr i to co zarobiłam to płaciłam na studiach, ale u mamy na garnuszku byłam, o tyle dobrze miałam, teraz już nie studiuję, tylko się dokształcam, kursy robię, chciałam jeszcze jedne robić od listopada ale całe kosztują 4000 zł, dopóki nie pójdę do pracy to na razie odpuszczam, bo żal mi takiej kasy, M by mi opłacił, ale sama chcę sobie zarobić. A tak to mi mgr się nie przydała, bo muszę teraz chodzić na kursy i do nich potrzeba było tylko mieć licencjat. Poza tym, żeby zarobić kasę nie trzeba mieć mgr, przykładem jest mój M.
Emilia- gratuluję drugiego zębola
Efa- ja bym się wystraszyła teraz, przy tej bakterii coli.
mała mi i mamaagusi- to dużo wam zjadają, mój zje dwie łyżki ze słoika.
doris- przykro mi że mama twoja nie żyje, ja nie wyobrażam sobie, żeby mojej mi brakło, a na ojca też nie mam co liczyć, odkąd z matką się rozszedł, to nie pamięta o nas, a wnuczkę widział z parę razy,a wnuka to nawet nie pamięta. Masz nas jeszcze, chociaż daleko, ale zawsze możesz wszystko ty wylać.
czarodziejkaM- mój ma 75 cm i waży z 8,5 kg, może ma teraz koło 9 bo nie ważyłam go z mc. i jakoś nikt mi nie mówi że ma mało.
Ale się naczytałam z 20 srton, aż mi oczy spuchły.