witam wieczorkiem

nie mowilam wam ale wczoraj padla do nas niania pod wieczor (nawet jak na bb pisalam hehe) i siedziala u nas do polnocy. przysiegam: baba z jajami!!!! nawet jak bedziemy chcieli wyjsc na cala noc to powiedziala ze moze pilnowac malej. jest swojska rozumna kobita i w ogole fajnie sie z nia gada. zrobilam kolacje dla wszystkich i zesmy podrinkowali

Leane wczoraj jak zobaczyla ze my pijemy cos ze szklanek/kieliszkow to stanowczo odmowila glizducha butli!!!!!!!!!! dopiero malz wpadl na pomysl i przelal jej kaszke do kieliszka i wyduldala polowe

)))) nawet fotke zrobilam

ostatnio wieczorem prawie nic nie je, ta duchota, upaly daja jej w kosc. potem poszla spac. kolo 3h sie przebudzila z goraca. ale zasnela od razu. ja wstalam o 5.30 bo mialam na rano.dzien w robocie tylko do 11h wiec szybko minal.
po powrocie do domu Leane przypelznela do mnie, nakarmilam ja, zrobilam obiad, polozylismy Leane i ja walnelam sie na drzemke. spalam moze z godzine (mialam taki bol glowy w robocie ze myslalam ze mi czache rozerwie). obudzilo mnie marudzenie takie glosne malej ze myslalam ze mloda sie przymusowo sama bawi a ze malz gra na kompie. wystartowalam z sypialni z wielkim ryjem patrze a Leane siedzi na kolanach malza rozebrana do rosolu i marudzi jak jasny gwint. kazalam jej przestac -stanowcze STOP a ta w ryyyyk!!!!!!!!!!!!!!!!!!! z 15 min ryczala. nic nie pomagalo, przytulanie, laskotki, rozmowa, nic. tarla tylko oczy. wyslalismy ja do spania. spala moze z godzinke. po wstaniu zjadla deserek i bawie sie z nia. gram wp ileczke pytam gdzie jest lala na pilce ta mi pokazuje i ryk, cale popoludnie ryk o byle co. nie wiem co jest. zapodalismy zel na dziaselka, z drugiej strony tyen upal i duchota daje w dupe. dzisiaj juz chlodniej bo 28 a nie 49.udawalam zwierzatka, ta ryczy.. w koncu cos we mnie peklo i wybuchlam ze ja chce rozwodu, ze podpisze papiery ze zrzekam sie rodzicielstwa bo ja nie zasluguje na bycie matka, bo nie mam cierpliwosci do wlasnego dziecka, ze nie umiem nic zrobic zeby nie plakala, i wogole peklam od srodka. maz mi mowi ze mnie chyba powalilo bo to nie moja wina ze mloda beczy. mowie do meza ze mam dosc tego i ze mam ochote wydrzec sie na nia jak cholera albo zamknac w pokoju ja lub siebie bo nie moge patrzec na to. ryczalam jak bobr ze mam dosc matkowania skoro nie umiem sobie poradzic, ze Leane nie zasluguje na taka matke jak ja i wogole.... ryczalam z godzine.mowilam mezowi ze lepiej sie rozwiesc teraz zeby znalazl kobiete na ktora zasluguje lepsza ode mnie, a przede wszystkim lepsza matke dla malej bo mloda tylko rpzeze mnei cierpi a ja nie jestem wcale cierpliwa momentami i wybucham.maz mnie uspokoil ze glupoty gadam ze on i leane beze mnie nie moga zyc i tesknia jak mnie nie ma a ja znowu w ryk ze tesknia za kim? nerwusem??? a co do mlodej, pozniej dopiero (ostatnia deska ratunku)wzielam ksiazke ze zwierzakami ze jak nacisnie to wydaje glosy a mimo to to jest ksiazka do czytania. dopiero wtedy sie Leane na chwile uspokoila a i tak jazgotala co chwilke ale juz mniej. butli moze zjadla z 60. zawsze pompuje 210. mozna dostac swira..... w kapieli wieczorem bylo ok. a wmiedzyczasie maz sie tez wpienil na mala i napelnil basenik woda i zabral ja do lazienki zeby sie pluskala to nawet tam marudzila.mowiac krotko dzien do dupy dzisiaj. jedyne co pozytywne bylo to posprzatalismy dom jak mloda spala, zmienilam posciel u Leane(zanim poszla spac) i u nas , wzielam miedzy dwoma burzami mloda na spacer a maz poodkurzal caly dom. sam od siebie.
tak mi minal dzien.
zapomnialabym gratusiow dla FROGG, I ................... zapomnialam kogo

((((((( przepraszam
