wiecie co? moze i wyszła mi ta Oda...nawet mój M się pod nią podpisuje, ale faktycznie jeśli trafi się na "ciężki przypadek" (czyt. średniowiecznie myślący), to klapa...
moni, nic absolutnie nie dociera do niego???nie widzi że ty walisz na 3etaty???
nie wiem co ja bym zrobiła... ciężko mi wyobrazić siebie w takim związku, bo ja nigdy nie widziałam siebie w roli superkobiety ogarniającej dziecko, całą chatę -samodzielnie i do tego pracując... skoro chata wspólna, dziecko wspólne, (na życie zarabiamy oboje) - no to i obowiązki wspólne - krótka piłka i dla mnie to nie podlega dyskusjom!!!awantury awanturami, tłumaczenia i prośby swoją drogą - ale co on by zrobił, gdybyś (broń boziu, oczywiscie!!!) trafiła na dłużej do szpitala, albo musiała koniecznie gdzieś wyjechać?!?!?! zarósłby brudem??? z mamusią zamieszkał??? usiadłby i płakał??? czy to raczej kwestia wychowania a nie "lewych rączek"? ehhhhhhh, kochana, współczuję... nie wiem co mogę jeszcze napisać:-(
pobudka dzisiaj była po 7 rano jakoś (nie wiem bo tatus wstał

) po przespanej całej nocy!!! niestety w dzień marudzenia ciąg dalszy...z pola widzenia zniknąć nie mogę, najlepiej jest na rączkach tudzież wersja light: na podłodze koło dzidzi

oj... niech wyłażą te zębole i wróci moje "standardowo marudzące" dziecię;-)
oho, cyfra mi się skończyła, burza napierdziela wiec chyba sygnał se paszoł

a ja mastbidemjuzik oglądałam



M w robocie...
chyba jutro wybierzemy się do Gwa po buci dla mojego "dreptaczka", oby jakieś ciekawe były
