cześć dziewczyny,
przepraszam, że tak długo nie pisałam ale wylądowałyśmy jednak w szpitalu. Nie miałam dostępu do neta więc nie nadrobię zapewne zaległości.
Adzia ma zapalenie węzłów chłonnych i faszerowali nas antybiotykami przez 10 dni, nie było za wesoło bo po wykluczeniu chorób odzwierzęcych lekarze postanowili skonsultoować nas ze specjalistami od węzłów chłonnych i onkologiem i na szczęście po przeprowadzeniu jakichś tam wymazów mikroskopowych najgorsze zostalo wykluczone. A anginy podobno wcale nie było...
no i wypisali nas dzisiaj z kolejnym antybiotykiem na następny tydzień, więc będziemy znowu kiblować tyle, że przynajmniej w domu...
i wcale się jakoś tak bardzo nie cieszę, że wróciłam bo zostawiłam tam bardzo fajną dziewczynę z córeczką, siedzą tam już trzeci tydzień na zapalenie ucha, miesiąc wcześniej miały zabieg, a teraz miały już wyjść i znowu małej pojawiły sie wycieki z uszka więc znowu jakaś bakteria i kolejny antybiotyk, a najgorsze są te wymiany wenflonów, czasem wystarcza na trzy dni ale najczęściej na półtora - dwa... straszne dla takich maluszków, i tylko się modlisz żeby był drożny... i jeszcze mąż ją zostawił dla przyjaciółki jak mała miała miesiąc, kurde człowiek się czasem martwi głupotami a tak naprawdę to wszystko to pikuś z tym z czym ludzie się borykają...
no a ada znosiła pobyt tam wyjątkowo dobrze - jak na nią oczywiście, i oczywiście darła się na początku straszliwie, na każde spojrzenie lub sam widok reagowała spazmami nie mówiąc o zakładaniu wenflonu, pobraniu krwi, usg czy innych badaniach... potem trochę się oswoiła i pod koniec nawet robiła z pielęgniarkami "cześć", choć oczywiście badanie stetoskopem nadal jest koszmarem nie mówiąc o pobycie w gabinecie zabiegowym. Mam nadzieję, że trochę się jednak przełamie do ludzi po tym doświadczeniu...
no i na razie tyle, jeszcze sie nawet nie rozpakowalyśmy...
Chciałam Wszystkim serdecznie podziękować za pamięc o nas i przepraszam raz jeszcze, że nie dałam znaku życia
przepraszam, że tak długo nie pisałam ale wylądowałyśmy jednak w szpitalu. Nie miałam dostępu do neta więc nie nadrobię zapewne zaległości.

Adzia ma zapalenie węzłów chłonnych i faszerowali nas antybiotykami przez 10 dni, nie było za wesoło bo po wykluczeniu chorób odzwierzęcych lekarze postanowili skonsultoować nas ze specjalistami od węzłów chłonnych i onkologiem i na szczęście po przeprowadzeniu jakichś tam wymazów mikroskopowych najgorsze zostalo wykluczone. A anginy podobno wcale nie było...
no i wypisali nas dzisiaj z kolejnym antybiotykiem na następny tydzień, więc będziemy znowu kiblować tyle, że przynajmniej w domu...
i wcale się jakoś tak bardzo nie cieszę, że wróciłam bo zostawiłam tam bardzo fajną dziewczynę z córeczką, siedzą tam już trzeci tydzień na zapalenie ucha, miesiąc wcześniej miały zabieg, a teraz miały już wyjść i znowu małej pojawiły sie wycieki z uszka więc znowu jakaś bakteria i kolejny antybiotyk, a najgorsze są te wymiany wenflonów, czasem wystarcza na trzy dni ale najczęściej na półtora - dwa... straszne dla takich maluszków, i tylko się modlisz żeby był drożny... i jeszcze mąż ją zostawił dla przyjaciółki jak mała miała miesiąc, kurde człowiek się czasem martwi głupotami a tak naprawdę to wszystko to pikuś z tym z czym ludzie się borykają...
no a ada znosiła pobyt tam wyjątkowo dobrze - jak na nią oczywiście, i oczywiście darła się na początku straszliwie, na każde spojrzenie lub sam widok reagowała spazmami nie mówiąc o zakładaniu wenflonu, pobraniu krwi, usg czy innych badaniach... potem trochę się oswoiła i pod koniec nawet robiła z pielęgniarkami "cześć", choć oczywiście badanie stetoskopem nadal jest koszmarem nie mówiąc o pobycie w gabinecie zabiegowym. Mam nadzieję, że trochę się jednak przełamie do ludzi po tym doświadczeniu...
no i na razie tyle, jeszcze sie nawet nie rozpakowalyśmy...
Chciałam Wszystkim serdecznie podziękować za pamięc o nas i przepraszam raz jeszcze, że nie dałam znaku życia
i wyszedł pierwsza klasa. Mała się kaszą zajadała.
