hejka,
wczoraj już nie miałam siły pisać, a dzisiaj jak to w domu, ogarnąć, rozpakować torby ze szpitala, śniadanie, zakupy, obiad, jak w kieracie... wiecie co , wiem, że to głupie ale w tym szpitalu to jednak trochę odpoczywałam... nie myślałam o obiadach, zakupach, lekcjach Piotrka, praniu, sprzątaniu... wiadomo lekko nie było ze względu na Adę ale fizycznie czułam, że było mi lżej.
Leżałyśmy na Litewskiej a więc w centrum przy Marszałkowskiej, oddział wyremontowany, czyściutko, trafiłam na dużą salę z trzema łóżeczkami tak więc niemalże luksusowo. Lekarze i pielęgniarki w większości bardzo sympatyczni, wspóltowarzyszki niedoli również... Jedzenie marne jak wszędzie ale mężuś mi dowoził codziennie coś na ciepło od teściówki więc w gruncie rzeczy nie miałam na co narzekać...
Tylko ta dziewczykna nie może mi wyjść z głowy i ciągle mi smutno, że nie wyszła razem z nami i czeka ją znowu co najmniej tydzień...