Dzień dobry.
Chcecie,to nas wywalcie z tego forum za "zasmiecanie",ale ja też nie czuję,żeby sprawa się jakos pozytywnie / konstruktywnie zakończyła.
Btw o tym "adwokacie" to ja napisalam pierwsza,nie ma co się przywiązywać do tego okreslenia

.
kahaaa- odnośnie Twojego ostatniego posta,gdzie piszesz,że
Nat Ci to na privie wyjasniła od razu.Widzisz- Ty zapytałas ją o to,bo nie dawało ci to spokoju (czy coś???).Większość Dziewczyn nawet tego nie zrobiła,nie chcąc zaogniać sytuacji.nie wiem,jak inne,ale ja miałam wtedy wrtażenie,że
Natjeszcze czuje się zraniona i nie umie przez to się powstrzymac o takich przytyków.Ok- przawdę mówiąc,to w pewnym sensie ją rozumiałam(abstrahując od przyznawania racji czy słuszności)- rozumiałam,że po takiej akcji każdy ma prawo to odczuwac jeszcze jakiś czas i że może to się tak czasem "czknąc",że się tak brzydko wyraże.Dlatego nawet nie chciałam,by wyjaśniała czy coś- myślałam,że lepiej to zignorowac,aby nie rozpętywac kolejnej burzy z piorunami,kiedy z powrotem zaczynało się tu robic miło.Ale kiedy ona sama w kółko i w kółko wracala do tego,to w końcu nie wytrzymałam.I fakt- najpierw usiłowałam na privach troszkę
Nat "potrząsnąć",ale jak tu toczyła się dyskusja,nie umiałam juz siedzieć cich

wszem,wytłumaczyła i wyjasniła swoje motywy.Tylko dlaczego nie zrobiła tego od razu?Dlaczego to musiało AŻ TAKIE rozmiary przybrac?Śmiem twierdzic(i wybaczcie psychologię dla ubogich),że moze i ona sama tego potrzebaowala,takiej mega awantury,by tez wylac wszystkie swoje żale- co jest dobre i oczyszczające,pod warunkiem,ze do czegos to nas zaprowadzi.Cały czas mam nadzieję,ze tak.Że każda z nas zaangażowanych w to w taki czy inny sposob wyciągnie z tego jakąs naukę.
Co do niskiej samooceny i tego,jak się ludzie dotknięci nią zachowują....dałas swój przykład...a ja dam przykład innej osoby stąd- nie wymienię "po nazwisku",bo ona moze sobie tego nie zyczyć,ale kto uważny,bedzie wiedział i pamiętał.I jakoś ona się tak nie zachowuje.Tak,bierze wszystko do siebie,wszystkim się bardzo przejmuje,woli sie usunąć,niz byc choć najmniejszym powodem niesnasek...Nie rzuca oskarżeń i gromów na prawo i lewo...jak dla mnie jest bardziej autentyczna w swoim zachowaniu.Ale to moje zdanie,ekspertem nie jestem,wiem,ze ludzie pod wpływem stresu różnie się zachowują.
Kolejne pytanie za 100 punktów...Jak my teraz mamy się zachowywać?Po takim emocjonalnym szantażu?Czy choroba usprawiedliwia wszystko?Czy mamy siedzieć cicho i tolerować takie zachowania ....?Gdzie jest granica?I kto ma ją postawić?
Ja rozumiem,że powiedzenie "weź się w garść" akurat tu nic nie da,bo niektórzy zwyczajnie nie są w stanie tak działać .No to co my mamy zrobić????Jak mamy się zachowywac???Za każdym razem,jak
Nat powie coś,z czym się nie zgadzamy,co się nam nie podoba,ignorować ją?Traktować "nie zwracajmy uwagi,mówi tak,bo jest chora"?Cóż....można i tak...ale chyba sama
Nat by nie chciała byc traktowana jak "człowiek specjalnej troski".Chyba chciałby byc traktowana tak samo jak kazda z nas tu- ale nie wiem,nie znam się,może sie mylę...
Ja naprawdę chciałabym,by to cięzkie przezycie,jakim dla nas była ta wczorajsza awantura,cos dało.Bo po to na była.Nie,żeby się powyżywac,tylko żeby coś konstruktywnego z tego wyniknęło.