Helou:-)
U nas z tą ospa juz lepiej- nie pojawiaja sie nowe "wyrzuty", tamte juz pozasychały...Że dziecko wyglada okropnie, to sie wytnie

- ważne, że juz może spać , nie męczy ją to swędzenie tak strasznie.
Widzę, ze ciekawa dyskusja o jezykach obcych (nie obcych

) u dzieci.
Ogólnie z tymi językami to wyglada tak, że nauka jakiegokolwiek jezyka u małych dzieci bardzo rozwija je intelektualnie.Dzieki temu moja sis przeciez dostała fajna pracę;-)

- pracuje w Niemczech, w przedszkolu, gdzie właśnie uczy maluszki polskiego- mają angielski , ale władze oświatowe tam doszły do wniosku, ze powinny sie tez uczyć polskiego, mieszkajac w rejonie przygranicznym.Inna sprawa, że i tak połowa dzieci tam to z Polski;-)

- bo rodzicom tak bardziej pasuje, gdy np. pracuja w Niemczech.
Generalnie to uważam, że dzieci mieszkajace za granicą i tak bez najmniejszego problemu opanują tamtejszy jezyk, wiec tym bardziej warto w domu mówić po polsku ile się da- jak np. Leane, która ma tate Francuza, chodzi do niani Francuzki, ma tam kontakt z dziecmi- nie ma mozliwości, by miała klopoty w szkole z powodu "mieszania języków"- dzieci jakos instynktownie i automatycznie "przełączają się" na ten "własciwy " w danym momencie.
A co do tej matki, o której pisala WIOLI, to pewnie sama za dobrze angielskiego nie zna i w rozmoweie z dzieckiem chce sie "podciągnąć"

.
Brat mojego exa mieszka od lat w Kanadzie, tam urodziła sie jego córka.W domu oboje rodzice mówią po polsku, mało tego,posłali ją dodatkowo do polskiej szkoły (takiej dodatkowej, poza "normalną"), bo uważaja, że powinna i tylko z korzyscia dla niej bedzie, jak i polski opanuje (choc mimo polskiego w domu i tak miewała kłopoty, mówiac po polsku- składnia zdan byla angielska i "kalkowala", np. mowiła "lubie to", zamiast "podoba mi sie".
Ja tu mam plany posłać Amelke do niani, by sie uczyła jezyka, ale w domu nie ma możliwości, bym do niej po duńsku mówiła, nawet, gdy co nieco już "liznę" tego języka.I pisac i czytac po polsku tez ja będę uczyć- w niczym to jej nie zaszkodzi, a tylko pomoże w ogólnym rozwoju, jeśli juz.Dlaczego np. angielskiego dziecko ma sie uczyc, a polski to gorszy????Im więcej języków zna sie, tym lepiej.MORIAM nasza tez kiedyś na ten temat pisała- generalnie jeśli chcemy, by dziecko znało dwa języki, to jedno z rodzicow w domu powinno do niego mówic wyłącznie po polsku- inaczej nie będzie chciało go uzywać, wiedząc, ze dogada sie w jednym.Tak to już działa.
WIOLI

OMG!!!Ja na Twoim miejscu bym tej bramki pilnowała- mam podobnie tu, ale z bramkami do ogrodu- nieważne, czy Amelka spi, czy nie- zawsze zamykam starannie obie.Tu jest taki układ , ze tylne drzwi prowadza do zamknietego ogrodu, natomiast frontowe na podjazd, z którego tylko kilkanascie krokow do ulicy.Bardzo niebezpiecznie, bo nie dość , że lekki zakręt, to jeszcze żywopłot, który wszystko zasłania- kierowca jadąc nie miałby nawet czasu zareagowac, gdyby tak nie daj Boze, wyszła



.Więc te frontowe zawsze starannie zamykamy i w ogole staramy się ich jak najmniej uzywać- wychodzimy albo przez ogród, albo przez cżęść "gospodarczą"- taki jakby warsztat dobudowany z boku.
A na schody na poddasze też juz mi zdążyła wleźć


- kręte i strome

. Ale ze strachu tak ostro zareagowałam, tak krzyknęłam, ze chyba zapamietała, bo od tej pory stoi przy nich i sie czai- patrzy na mnie pytająco, ja mówie surowo" nie wolno", wiec pogrozi sobie palcem i z żalem je opuszcza;-)

.
U nas kolejny dzien zimnicy i wichury



.Heh....klimat jak w Anglii

- pada albo wieje....kiedy w końcu będzie ciepło?????
Słyszałam wczoraj w radiu, ze w Polsce pieknie, burze i upały, a tu...:-

-

-(...
Dziś M. nie musi iśc do pracy, wiec mam luz co do Amelki- mogę sobie wyjść do ogródka, "pogrzebać sie" w ziemi spokojnie, nie sprawdzając co chwile, czy wstała.Żeby tylko przynajmniej ten wiatr ucichł....choc trochę....