witam wieczorem... nie mam sil....
w robocie masakra... po pracy popstrykalam sie z mezem, bo on o 16h chce se na ryby jechac, a ja po pracy jak i w tygodniu mam siedziec sama i zajmowac sie domem i Leane??? o nie!!! ogolnie w pracy czulam sie bardzo dziwnie, chyba brakuje mi jakichs witamin czy cos bo bol glowy od 3 dni, zawroty, moment mialam ze pikawa mi walila rowno ze szok az sie balam, i jak wrocilam do domu to od razu zlapalam sie za proszki i poszlam do apteki...po witaminki. poza tym okresu nie mam od 17 sierpnia, robilam test ciazowy ale 1 krecha wiec ok... moze za duzo stresu mam??? w kazdym razie jak sie poryczalam ze zmeczenia to malz zdecydowal ze zostanie i nie pojedzie. po chwili jak odpcozelam telefon....chrzesna mojego malza dzwoni ze zdziadkiem bardzo zle, ze lezy pod tlenem i prawdopodobnie nocy nie przezyje, zeby przyjechac sie z nim zobaczyc jeszcze... chcialam jechac z malzem to mowi ze nie, ze wystarczy ze on bedzie patrzyl na to wszystko, wiec sie skonczylo klotnia bo ja chcialam byc przy mezu i tesciowej i siostrach tesciowej i mojej szwagierce bo w takich chwilach kazde wsparcie sie liczy, nawet nagrac chcialam mame zeby przyszla do Leane na noc. oczywiscie maz sie upieral do konca... kazal mi se pospacerowac z Leane i jak wroce to on tam pojedzie. tyle co wrocilam, telefon znowu od chrzesnej meza ze nie moga zlapac na telefon mojej tesciowej ktora pojechala na urodziny do kogos z przyjaciol. dzwonilismy jak poryci.... w koncu maz mowi dobra, jade. lapie za klamke, wychodzi, a tu zas telefon... znowu chrzesna dzwoni, 18.45 ze dziadek odszedl na zawsze

cholera.... chcialam jechac tymbardziej ale maz sie uparl ze nie i koniec.... podobno (dzwonilam do niego) babcia nie plakala WCALE, chrzesna mojego zalewa sie lzami i moja tesciowa podobno w rozsypce.... szwagierka to samo, jedynie jedna z siostr tesciowej wcale nie plakala.... czekam teraz na meza. wszyscy chcieli sie pozegnac z dziadkiem ( 93 lata) i podobno po 22h juz mieli go odwiezc do kostnicy.... nie wiem jak to przezyje, pierwszy raz na pogrzebie bede we FR.... a jutro... robimy urodziny Leane i mimo tego maz nie kazal mi odwolywac imprezy, w sumie tylko chrzesny Leane bedzie i moja mama ale baloniki wisza.... chcialam odwolac wszystko, ale maz mowi ze nie i koniec..... ze to dziecko male , nasze dziecko i przykro by jej bylo ze obiecany wujek jutro nie przyjechalby i balonikow by nie bylo.... mam psyche w kawalkach.... nie wyobrazam sobie pogrzebu ... dziadek i babcia maja korzenie arystokrtyczne, dziadek znany w calym miescie jako pocztowiec, naczelnik, osoba bardzo powazana.... lubil mnie odp oczatku i ogolnie sympatyczny czlowiek.... normalnie nie wyobrazacie sobie jak dziwnei sie czuje... jutro impreza Leane a potem pewnie kolo czwartku albo srody pogrzeb... dziwie sie tylko ze babcia nie plakala.... moze do niej dopiero dotrze... w kazdym razie nei wiem czy dzisiaj usne...