a ja dzis skonczylam weekend szkoleniowy.... zjazd. dzisiaj sie doliczylam ze zrobilam 340 przysiadow, 340 wypadow nog czyli razy dwa to 680, do tego cwiczenia na ramiona, posladki, itp, bo kazdy z nas prezentuje przed nasza grupa "studencka" pol godzinny seans fitness -wczoraj i dzis bylo kardio czyli cwiczenia ze stepu i aerobicu LIA, wiec ze tak powiem idzie sie doslownie posrac, bo kazdy prezentuje a grupa cwiczyc musi solidarnie... jutro jak nie bede miec zakwasow na czteroglowym uda to chyba bedzie 7 cud swiata....a jutro na stazu zajecia prowadze.... na koniec to juz mielismy normalnie tak dosc ze niektore laski siadly w kacie i plakaly ze zmeczenia. nastepny zjazd w lutym - tydzien egzaminow.... masakra..... az sie boje co to bedzie bo takich szczegulow sie czepiaja ze od razu sie na poprawke szykuje.... w poprzedniej sesji 17 na 26 oblalo!!! to poziom se wyobrazcie.... to co robie to nic innego jak studia AWF w pol roku.... normalnie czad. musze sie wziac za raport ze stazu czyli magisterke.... przydalby mi sie tydzien bez domu, pracy, myslenia co na obiad, kiedy po Leane, to bym to obrobila elegancko. ale to jest niemozliwe.... wiec moja doba ma teoretycznie 24h a praktycznie.... 48, bo dwa razy szybciej musze organizowac wszystko.... ale zaciskam zeby i brne dalej, zostal miesiac mordegi....