hej laseczki. wiec psize:
godz.14.30- usg-mala na dupie twardo i uparcie
godz.14.45 - ide na sale porodowa, (coz trza sie przwyczaic), meza ubieraja w homonto szpitalne, mnei w koszule szpitalna. robia mi usg raz jeszcze. lekarz mi wpieprza kroplowke- zle sie wkul w zyle myslalam ze wyskocze do sufitu albo wyzej, kazali tak lezec chyba godzine jakos.oczywiscie ciagle monitoring serducha malej podlaczony. po godzinie przychodzi lekarz- daje mi czopek - mialam ubaw bo nie umialam se trafic.... mialam tak trwac do 25 min i mial ktos przyjsc. po poltorej godzinie dopiero sie pojawili bo w meidzyczasie byly chyba 3 porody...mnie zas zachcialo sie lac bo kroplowka to nic innego jak woda zebym byla od srodka dobrze "nawodniona" .maz poszedl p opolozna ze mnie sie chce lac. ta mowi: moze basen? ja mowie nie: chce isc sama. odpiela mi kroplowke (juz sciekla cala), ale iglicha zostawila w lapie (bolii), zlapalam sie za koszule z tylu i lece dokibla, myslalam ze uszami zaczne sikac doslownie... wynudzilam sie z moim zdrowo bo w sumie kolo 18h przyszedl lekarz i lekarka - mowia: to jedziemy z koksem. podlaczyli usg, ciagle monitoring - pierwsza proba- zlapal mala pod dupcie i druga reka gdzies pod glowke- naciska i boli jak jasna cholera -nawet nie patrzylam na brzuch- maz stal przy moich stopach i mowi ze widzial doslownie w rekach lekarza caly ksztalt dziecka... ja zamknelam oczy zeby tylko wytrzymac ale sie nie dalo... przestali... dali mi odetchnac, podjeli druga probe - mala prawie juz byla odwrocona ale nei strzymalam bolu- ryknelam placzem- nie wiem czy bardziej z emocjo czy bolu czy stresu.... przestali-mala juz im uciekla na swoje ulubione miejsce pod cyc. stwierdzili ze nie beda juz mnie i jej meczyc. o dziwo serce dzidzi i ruchy wygladaly tak jakby nikt jej nic nei robil!!! w szoku bylam! ani przyspieszonego tetna ani nic!!!! jakby to splynelo po niej jak woda po kaczce.... ryczalam mimo wszystko, bol nadal czulam, bolal mnie dol brzucha, plecy i ogolnie sie tak rozkleilam ze wylam w glos... zas podlaczyli na monitoring na 2h do 20.00 . przyszla polozna odpiela mi to cholerstwo. jak zeszlam z lozka i sie chcialam ubrac to mnie polozna zlapala bo z tego wszystkiego mialam kreciola w lepetynie i nie umialam se trafic noga do nogawki od getrow... o niczym tak nei marzylam jak o zarciu...poszlismy do knajpy i sie nawcinalam ze zaraz pekne doslownie. jutro na 14.30 mam kontrolny monitoring i bede gadac z lekarzem na temat porodu- posladkowy/cesarka, wszelkie za i przeciw. emocjonalnie jestm dzisiaj "wyprana" i mam dosc wszystkiego... w miedzyczasie sie pocielam z mezem ze prawie wypieprzylam go z sali -bo on sluchal co lekarze gadali o posladkowym dosc sporo (ci co obracali) i moj mowil ze moze lepiej naturalnei rodzic niz cc... wydarlam sie na niego ze jestem miekka dupa jesli chodzi o bol i takie sprawy wlasnie, w ciezkim szoku jestem ogolnie i po drugie to nei on rodzi tylko ja!!! darlam sie na niego doslownie. powiedzialam w koncu ze nei wiem co bedzie, chce cierpiec jak najmniej i jitro podejme ostateczna decyzje - cc albo nie .