hejeczka

ja dzisiaj popludnie leniwie

na poludnie wyczarowalam jajecznice na boczusiu i cebulce i zesmy dopelnili bebeszki. potem polezalam troche mezusiowi na kolankach -tzn on pozycja pollezaca i podkulona noga a ja na nim -stwierdzil ze przyczepka do ciezarkowki ciezka sie zrobila

)) ogolnie tak sobie lezelismy i gadalam marudzilam o moich obawach i smuteczkach itp.stwierdzil ze mi brak motywacji i pewnosci siebie co do porodu stad ten strach. mam nadzieje ze szkola rodzenia w srode zrobi swoje bo bede poznawac dokladnie jak wyglada metoda posladkowego co robia w razie problemu- jasno i od a do z. przy okazji beda cwiczenia- pilke szlak pode mna trafi chyba jak sie na niej wyloze bo taki kloc ze mnie ciezki a bynajmniej tak sie czuje.... ogolnie maz mowil zebym zaufala lekarzom bo wiedza co robia a i lekarze i maz wyniuchali ze ja slucham wszystkiego co sie mowi ale jest bariera do ktorej nie dopuszczam nikogo i sie boje zaufac... chyba jakas racja w tym jest... w koncu nikt mi nei kaze rodzic posladkowo jakby okazalo sie ze nie mam warunkow do tego i mozliwosci fizycznych. zobaczymy co bedzie. wkazdym razie na dzien dzisiejszy wolalabym cc bo jeszcze nawet nie wiem jak oddychac nawet przy normalnym porodzie... czytalam opowiesci Anulki z porodu- serio: super to przezyla wszystko. moze ja ianczej tez bede reagowac jak w srode mnie bardziej oswieca na te tematy, naucza i pokaza pewne rzeczy. puki co po piatku mam mega traume i panike na sama mysl o porodzie. tu sie ciesze ze niunia juz niedlugo bedzie z nami a tu sie tak boje ze szok. nawet do meza mowilam zeby mi cos nie odbilo zebym szoku nie doznala i nei odpychala wlasnego dziecka bo wtedy powiedzialam mezowi ze ma mi przywalic w pysk i to z impetem. maz mowi ze na pewno tak nei bedzie bo widzi i sie cieszy na cale podejscie moje do ciazy i tego ze dzidzia bedzie. ehhh moze wam truje ale musialam to "wywalic" z siebie.
poza tym zauwazylismy od paru dni zmiane nieziemska w zachowaniu kota... a dokladniej odkad nam do domu zawital wozek... kicia z reguly dzikawa i bojaca sie nowych przedmiotow, zaakceptowala nowy przedmiot w domu, oceirala sie o kolka, probowala wlazic do kosza pdo wozkiem (a ze kosz na 4 a kicia wazy 7 kilo to kosz sie wypial hihi), probowala wejsc do wozka-powiedzialam NIE i juz nei porobowala...ale to nei w tym rzecz... wlasnei od tamtego dnia zauwazylismy ze bardzo do nas sie zbliza tzn stara sie nam przypodobac, zabawia nas, mamy wrazenie ze widzimy ja 3 lata wstecz jak byla malym kotkiem... robi zwariowane minki, wygibasy i w ogole budzi w nas smiech samo jej zachowanie. tak jakby dziecinniala... czy ona czuje co sie kroi czy co? moze czuje i sie boi ze ona pojdzie w odstawke i daltego tak reaguje??? dzisiaj nawet polozylam sie na wersalce jak maz ogladal tv w poludnie -ona prawie nIGDY nie wlazi na zadne meble, czasem spi tylko w nogach na lozku w sypialni ale nie przychodzi do NAS jako do NAS na wersalke jak siedzimy przed tv. z charakteru ona zawsze dzikawa byla malo pieszczotliwa a tu taka zmiana.... moze ktoras mi powie czemu tak jest? czy to mozliwe ze kot wyczuwa zmiany? bo pies to wiem ze tak.
poza tym zawiezlismy do mamy wozek po poludniu bo u nas miejsca brak i przynajmniej u niej go rozlozylismy i sie wietrzy. u nas nie moglismy bo na 100% kot by spal w nim bez ustanku. w przyszlym tygodniu ma byc podobno juz lozeczko. co by nie bylo jajec jak ostatnio bo normalnie lekko to nei rpzejdzie tym razem.a moja mamusia zrobila mi neispodziewanke i kupila mi duze opakowanie ptasiego mleczka... wrypalam juz 3/4 pudla

))))) mniam

no i ostatni rzecz- dzisiaj z obiadkowania mam wolne- na wieczor pizzaaaaaaaaaaa

))