Ja miałam najpierw ryzyko określone na samo wejście ze względu na wiek, po usg miałam pierwszą korektę, po wynikach krwi drugą korektę. Po usg korekta wyszła na naszą korzyść, po krwi ryczłam w poduszkę pół nocy.
Nawet jeżeli wyszło Ci 1:1000 lekarz mógł nic nie mówić, bo takie ryzyko (!!! ryzyko i tylko i wyłącznie ryzyko, nawet jak masz 1:2 to i tak masz 50% szans na zdrowe dziecko, bo oznacza tylko tyle, że na 2 kobiety z takimi wynikami i w takim wieku jak Twój urodziło dziecko z określoną wadą genetyczną) nie jest przesłanką do amniopunkcji. Uznaje się taki wynik za dobry wynik i kończy diagnostykę aż do połówkowych.
Moja genetyk zasugerowała mi do wyboru amniopunkcję lub płatne NIFTy. Z kilku powodów bardzo nie chcaiłam amnio. NIFTy wyszło super, wady genetyczne wykluczone, po połówkowych moja genetyk pogratulowała zdrowego dziecka i powiedziała, że nie ma potrzeby kontynuować diagnostyki w kierunku wad genetycznych.
Jakie masz wyniki krwi?
U mnie białko w normie, a beta wystrzelono w kosmos, po czym określono ryzyko zD jako wysokie. I genetyk i moja gin po wynikach NIFTy jednoznacznie orzekła, że czasami po prostu jest taka natura kobiety, że dziecko zdrowe a wyniki krwi mogą sugerować wady genetyczne.
Wyniki prenatalnych po usg i po krwi i po określeniu czynników ryzyka to tylko i wyłącznie statystyka.
Przez miesiąc byłam wyłączona z życia. Mówi się, że te badania są przestarzałe, a robi się je głównie dlatego, że są tańsze od NIFTy, czy innych statystyk z wolnego DNA dziecka w krwi kobiety. Warto je robić po pierwsze ze względu na bardzo dokładne usg po drugie ze względu na określenie ryzyka wystąpienia preeklampsji. Choć gdybym miała mieć drugie dziecko, zanim poszłabym na prenatalne od razu zrobiłabym NIFTy dla świętego spokoju. Fotelik, wózek, ubranka mogą być po kimś. Ten spokój jaki kupiłam za cenę badania NIFTy jest bezcenny.
Jeśli masz ochotę i czas poczytaj ten wątek: