Dziś 2 razy jezdzilismy na wizyty u ginek. Najpierw poranne kontrolne USG (wody płodowe) i tu zasłabłam w poczekalni z tego gorąca. Hehe..śmiesznie gin powiedziała "kobiety po 20tc powinny pracować tylko PALCEM...czyli pokazywać, to zrobić, to podać..."
Dziś tylko "zwykłe" USG, ale na szczęście ilość wód płodowych już w normie, Szymuś zdrowiutki, serducho bije czysto..choć jednak badania hormonów tarczycy niezbyt dobre (znaczy sie generalnie nie jest źle,ale w ciązy powinno być INACZEJ)-trzeba bedzie powtórzyć w 3 trymestrze i wtedy sprawdzić u endokrynologa..
No a u gin prowadzącej po południu..brrr..nic jej sie nie podobało. Morfologia do bani (a wczesniej bylo idealnie)-trzeba podbudować się żelazem
Mocz jeszcze gorszy-oprócz nielicznych bakterii (co bylo wczesniej juz) pojawiła sie glukoza i białko i ciałka ketonowe. BRRRRRRRRRR!!! tiaaaaaa..za dwa tygonie do powtórzenia i do wypicia to paskudztwo, fuj. Mam nadzieje ze to podwyższenie nie jest wynikiem cukrzycy,ale np. efekt uboczny wcinania wielkiej ilosci owoców (to możliwe),truskawki,czereśnie POŻERAM
No jedyne co mi sie mocno nie podoba-to przepisana recepta na ANTYBIOTYK-augementin-zastanawiamy się z mężem,czy wykupywać..może pozostać przy dopachwowych specyfikach?? Boję się truć maluszka.
No i gorsza sprawa..kilka dni temu dopadł mnie maleńki kleszczyk na udzie-maleńswo posmarowałam oliwką (nieświadoma jego obecności) a potem zdrapałam "strupek" Strupek okazało się że miał nózki, a brak łepka..No i teraz-nie jestem pewna czy to to miejsce, ale jest mały rumień. Lekarka rozkłada ręce i każde po informację zadzwonić do instytutu medycyny tropikalnej i zapytać co dalej..Kurde, teściowa miała w zeszłym roku bolyriozę-bardzo drastyczne dla organizmiu ANTYBIOTYK. Zaczynam byc przerażona-jutro jedziemy do teściów, niech ocenią czy to tak wygląda jak ten mój mały rumień. Mam nadzieję że tylko panikuję...ciekawe jakie mogą być konsekwencje bolyriozy dla maluszka

(