Żadnego porodu nie wspominam źle, co nie oznacza, że się kolejnego nie boję. Mam takie poczucie, że każdy poprzedni to był fart, a tym razem jednak tak nie będzie. Chyba lepiej nastawiać się na gorsze i miło się rozczarować, niż na odwrót.
Poza tym nie cierpię szpitali, zazdroszczę Blond, że może wyjść zaraz po porodzie, są pewnie tego faktu też minusy, ale dla mnie komfort niesamowity.
Pociesza mnie fakt, że będziemy rodzić z mężem, a to daje niesamowite wsparcie.
Pierwszą dwójkę rodziłam bez męża, wtedy jeszcze nie było w naszym szpitalu takiego "luksusu", biedaczek stał pod drzwiami porodówki, w nagrodę położne pokazały mu przez szybę nasze pociechy.
Przy trzecim nawet się nie zastanawiał, czy chce być przy porodzie, a potem kmentarz był taki: Każdy ojciec powinien to przeżyć, żeby docenić kobietę. No i poczułam się doceniona.