Ja również miałam paciorkowca, niestety Dalacin mi nie pomógł i sprowadzany z Polski Gynalgin również. W karcie ciąży miałam zaznaczone czerwonymi naklejkami że jestem nosicielką. Położne mi mówiły że dostanę antybiotyk i że trzeba go dostać co najmniej na 4 godziny przed porodem, a jak po 4 godzinach będzie cisza to kolejna dawka i tak aż do pojawienia sie dzidziusia. Rodziłam w Galway i trochę to inaczej wyglądało niż się spodziewałam, dwa razy pytałam pielegniarkę o antybiotyk, ona tylko że jak już przejdę na porodówkę to mi dadzą, ale u mnie akcja porodowa tak szybko przebiegała ze na porodówce spędziłam 45 minut wtedy na szybkiego wkładali mi wenflon i podawali antybiotyk dosłownie na 10 minut przed pojawieniem się synka na świecie, wiec to było zbędne. Synek miał problemy z oddychaniem dlatego zawołano lekarza pediatre, jak się dowiedział że mam paciorkowca i że nie dostałam od razu po przyjęciu na oddział antybiotyku to się zdenerwował i nas przepraszał. Synek przeleżał 4 dni na intensywnej terapi w inkubatroku i podawali mu penycyline. Wszystko dobrze się skończyło, ale gdybym wiedziała to co teraz to po dojechaniu do szpitala bardziej stanowczo ubiegałabym się o ten antybiotyk .