reklama

Rodzące i staraczki w 2011

Status
Zamknięty i nie można odpowiadać.
Sol przykro mi bardzo... no na pewno ta choroba wywarła niezacierający się ślad w Twoim życiu jak i w życiu Martynki. Strach o jutro, myśli że tyle jeszcze rzeczy się nie zrobiło że nie chce się umierać itd. Tym bardziej że u Ciebie ciągało się to latami:szok::szok: No ale i tak myślę że rodzice przeżyli piekł może większe niż mała... świadomość że mogą ją stracić że to jeszcze dziecko itd. Na pewno woleli by sami umrzeć żeby tylko mała mogła żyć... Żaden rodzić nie chciałby oglądać ani przeżyć śmierci swojego dziecka tym bardziej w takim młodym wieku. I na pewno strata dziecka jest większym bólem niż strata rodzica. Mam nadzieję że w tym co napisałam znalazłyście sens tego co chciałam powiedzieć bo widzę że zakręciłam strasznie...

Ok lecę spać dziewczynki:-) Życzę miłej nocki i do jutra papa:**
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
reklama
mama z taki oczami :szok:czytałam historię Twojej koleżanki i jej dziecka i aż strach pomyśleć że takie nieszczęścia się spotyka,ogromne gratulacje dla rodziców i Martynki bo z tego co opisujesz byli na prawdę bardzo bardzo dzielni.Mam nadzieję że ta choroba już nigdy do dziewczynki nie powróci.
lovely to u was rodzice ustalają gości na ślub?
bardzo dużeee będziecie mieli to weselicho :tak:
U mnie było inaczej ja sama z narzeczonym ustaliliśmy jakie robimy wesele,na ile osób i kogo zapraszamy.
Sol przykro mi z powodu choroby i również mam nadzieję że już do końca będzie wszystko ok.
 
Jeny - temat weselny. My mieliśmy skromny obiad dla najbliższej rodziny i tyle. I tylko po cywilnym. Było łącznie 24 osoby. Mieliśmy brać w maju, potem w czerwcu a rodzice jakby się zmówili na ten październik więc ustąpiliśmy a w lipcu zaszłam w ciążę i wesele miałam ... niestrawne :-p:sorry: Pomijając fakt że bałam się kiecki założyć żeby nie obrzygać że się brzydko wyrażę. Ale w restauracji miałam luz - wszystko było umówione i jakby mi coś nie pasowało w każdej chwili mogłam wziąć coś innego. Więc z ryby zrobił się ryż z warzywami i kucharz się nie złościł :tak:;-) A dziewczyny obsługujące że nie mężatki to rzuciłyśmy im ze świadkową bukiety - ja bo musiałam a świadkowa żeby starą panną nie została musiała oddać innej pannie. Ale miałyśmy ubaw jak zrobiły miny jak zawołałam "łap" - nie miała nawet bidna czasu pomyśleć :laugh2::laugh2::laugh2:
A po kościelnym zabraliśmy znajomych i pełnoletnich ale młodych z rodziny do pubu i oblewaliśmy do północy. A małą teściom oddaliśmy :-p
 
mama05 - no niestety - oboje mamy duże rodziny więc i duże wesele się szykuje...

agnieszka.kk - u nas rodzice będą płacić więc mają ostatnie słowo co do gości, na szczęście jakoś dużo znajomych dziwnych czy coś nie zamierza zaprosić moja mama, ciekawe jak to będzie u mojego, ale chyba też bez szaleństw ;)

Sol - to u was bardzo nietypowo :) myc chcemy typowe polskie wesele, bez szaleństw typu pokazy barmańskie, ale żeby była zabawa, tańce ;)
 
Witam Was wszystkich:-) To mój pierwszy post.

Jeszcze z moim M nie staramy się o dziecko, tylko intensywnie myślimy i przygotowujemy, tzn. ja się przygotowuje i mój organizm;-)
 
Wyszły pyszne :tak:;-) Już szamiemy :laugh2:

mama, agus- przepraszam ze to powiem - mówicie ciągle o rodzicach jakie piekło przeszli a nic że dziecko przeszło przez piekło. Sama to przeżyłam jak mając 10 lat stwierdzili u mnie chłoniaka między mózgiem a mózgowiem - nieoperacyjny bo usadowił się tak że nie było jak go podejść. Chemia, radio i decyzja o przerwaniu leczenia bo nie dawało skutku. I życie ze świadomością że zostało mi pół roku, potem rok i tak przez 5 lat a potem przed 18-stką wiadomość - idziesz pod nóż - a już żyłam normalnie - bo nikt nie powiedział że choć okres karencji jest 5 lat to po 8 czy 15 latach może to wrócić. Na szczęście to było tylko echo skrzepliny jaka mi została po chłoniaku. 30 min na stole i tego samego dnia do domu. I wiesz co - nadal nie mam 100% pewności że to wróci. Nikt z rakiem nie ma takiej pewności. Moja przyszywana ciocia teraz jest na onkologii na chemii - nawrót po 14 latach od pełnego wyleczenia. Za tą dziewczynką będzie się to ciągnęło jak koszmar - bo choć ma 8 lat to przez tą chorobę dorosła psychicznie o 10 lat - tak to niestety działa. To ona przez najbliższe lata każdego dnia będzie się budziła ze strachem, ze strachem będzie zasypiać a lekarz nie ważne jaki będzie się jej kojarzył z chorobą.

Przepraszam - nienawidzę tego tematu.


sol : nie piszemy co przeszla mala, poniewaz mysle, ze najzwyczajniej w swiecie tego nie wiemy... i nie potrafimy sobie wyobrazic, chocbysmy probowaly nie wiem jak. zawsze mozna szybko banalnie stwierdziec ' looo jezu, koszmar!" ale tak naparwde nie znamy sytuacji i nie wiemy jakie to uczucie, jak sie zachowamy, zaragujemy dopoty, dopoki nie staniemy " z nia "twarza w twarz
i mysle z episzemy o rodzicach, bo to potrafimy sobie juz o wiele lepiej wyobrazic, bo nimi jestesmy i wiemy jakie uczucia nas ogarniaja jak sie najmniejsza najbardziej niegrozna rzecz dziecku stanie ( stres, strach, stresrce prawie staje). A w takiej sytuacji to chyba kazdy jest po prostu... przerazony i pokonany. i mysli, ze konie swiata, choc czesto tak nie jest i potrzeba czasu i sily i motywacji, by walczyc.

ja osobiscie sobie nie wyobrazam co przeszlas, po prostu nie moge , nie potrafie. jedynie potrafie sobie wyobrazic co przeszli twoi rodzice. moze myslimy tak tez dlatego, bo dziecko wydaje nam sie bardziej neiswiadome, ale z tego, co piszesz tak nie jest... bo myslalas o tym, ze masz pol roku zycia...
swoja droga to lekarze, radzili zeby ci to powiedziec???? przerazajaca strategia. kto mowi DZIECKu o tym, ze umrze??????????????
Boze drogi...
Moja babcia jak trafila do szpitala z rakiem to widzieli z enic nie da sie robic, za pozno na chemie, koboeta dorosla, przezyla 72 lata, a dalej mowili zeby nie mowic, bo to juz koniec... wyrok. zabiera wszelka energie i che do zycia....

Jeny - temat weselny. My mieliśmy skromny obiad dla najbliższej rodziny i tyle. I tylko po cywilnym. Było łącznie 24 osoby. Mieliśmy brać w maju, potem w czerwcu a rodzice jakby się zmówili na ten październik więc ustąpiliśmy a w lipcu zaszłam w ciążę i wesele miałam ... niestrawne :-p:sorry: Pomijając fakt że bałam się kiecki założyć żeby nie obrzygać że się brzydko wyrażę. Ale w restauracji miałam luz - wszystko było umówione i jakby mi coś nie pasowało w każdej chwili mogłam wziąć coś innego. Więc z ryby zrobił się ryż z warzywami i kucharz się nie złościł :tak:;-) A dziewczyny obsługujące że nie mężatki to rzuciłyśmy im ze świadkową bukiety - ja bo musiałam a świadkowa żeby starą panną nie została musiała oddać innej pannie. Ale miałyśmy ubaw jak zrobiły miny jak zawołałam "łap" - nie miała nawet bidna czasu pomyśleć :laugh2::laugh2::laugh2:
A po kościelnym zabraliśmy znajomych i pełnoletnich ale młodych z rodziny do pubu i oblewaliśmy do północy. A małą teściom oddaliśmy :-p

fajne to wesele mieliscie, ja lubie takie male, kameralne
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
Hejka-wczoraj juz nie moglam z Wami pisac bo mi laptop odmowil posluszenstwa-chyba czas o nawym pomyslec.dzis tez juz musialam go resetowac:wściekła/y::wściekła/y:Kochana JOSEPHINE- czy test robilas czy moze @ przybyla????????;-)ja posprzatalm dol domku a teraz jestem w trakcie przemeblowania pokoju Dominika bo u mnie nic dlugo nie jest tak samo:-D:laugh2: a ,ze w koncu szanowny komputer odpalil:confused2:to pisze do Was:tak: witam nowa staraczka KAKIK28-pisz z nami smialo,rozgosc sie :tak: napisz ile masz lat,od kiedy planujecie zaczac.??pozdrawiam z rana-mega dzis wieje:angry:Maryla-witam biznes z lomem:-)jak tam dzisnastawienie do pracy??
 
Unas też wesele było kameralne tak na 50 osób i wybraliśmy opcję dom weselny który wszystkim się zajoł . to bardzo wygodne , a moja siostra zrobiła tylko obiad i polecieli w podróż .
też fajnie .
A co do chorób wiem co czujecie , mój tata 5 lat temu zmarł na nowotwór prawie na mojch rekach . przeżyłm szok więc wiem co przechodzi ta biena dziewczyna ..
czasz leczy rany ale żal takiej bezradności pozostaje , bo choćbyśmy stawali na głowie to nic nie możemy zrobię to temat rzeka . nawet najlepsi specjaliści , profesorzy nic nie są w stanie zrobić i takimi wrednymi chorobami, no i w takich chwilach człowiek marny zastanawia się czy BÓG TO ISTNIEJE ,ja miałam żal tak straszny że przez 6 miesięcy nie chodziłam do kościoła wiem że to głupie ale jak stawałam na schodach kościoła to mnie żal atakował i nie mogłam dalej iść ,
wszystkiego dobrego dla biednej dziewczyny .

cześć mama -mam tak jak ty z tymi meblami .
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
witam CIE Ania77-ja wciaz cos przestawiam,przewieszam i kombinuje-maz czasem sie zastanawia czy do swojego domu wrocil:tak::-Dwchodzi a tu zupelni inaczej jak bylo a czasem nawet inny kolor na scianie bo u mnie decyzje sa szybkie- pomysle i realizuje:laugh2:
 
reklama
mama: robilam! wczoraj wieczorem juz bo nie moglam wytrzymac! negatywny :) ufff...
a swoja droga pytalam sie w aptece czy te leki co bralam ostatnio na bol kosci i ciaza to duzzzy problem,a aptekarz mi : ze nie. a na ulotce bylo napisane jak byk, z enawet jendo - dwa uzycia i zaproponuja aborcje, bo wplywa na malformacje plodu... takze szok, juz nic nie kumam
ale dobrze ze nie jestem i mam problem z glowy...;a dzis dostalam @ ...
choc to taka potabletkowa, wiec sztuczna i lepiej robic test.

a w ogole to zapomnialam napisac ze moj kochany maz wczoraj tak sie wczul biedny w moj dzien i te wszystkie sniezno szalowe katastrofy, ze wracajacz pracy zrobil mi niepsodzianke, wstapil do perfumerii i przytargal dla mamy piekny flakonik diora :) i ejszcze podzwonil bo kolezankach z pracy czy nie maja wolnej niani w piatki lub kogos nie znaja :)
 
Status
Zamknięty i nie można odpowiadać.

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry