reklama

Rodzące i staraczki w 2011

Status
Zamknięty i nie można odpowiadać.
Pszczółko piękności jesteście.

U mnie przeczuć brak ale nastawiam się na nie.

Lil mnie też denerwuje czekanie po staraniach. Nie lubię sytuacji kiedy nie mogę nic zrobić.

Mam pytanie. Kiedy wiedziałyście, że was mąż/narzeczony/facet był gotowy na dzidziusia? Co dało wam pewność?? Będę wdzięczna za długie i wnikliwe odpowiedzi.

Wracam do pracy.

KROLOWA-Jakies 6 lat temu moj mezczyzna jak nigdy stal sie niedostepny i nie moglam wydusic z niego o co mu chodzi. Dopiero po jaims miesiacu w stanie wskazujacym przyznal sie, ze jest opetany. Parsknelam smiechem, potem mi sie glupio zrobilo, bo powiedzial mi wprost, ze opetalo go nasze dziecko. Nigdy potem nie wracalismy do tematu opetania, troche to upiorne) ale juz nastepnego dnia zaczelismy starania. Dlugo nie wychodzilo, wiec trzeba bylo sie leczyc. Sterydy, hormony, na koncu anty, bo mi sie cykl rozregulowal. Dalej znacie.... ostatnie dwa okresy mialam bedac juz w ciazy :-)
A dlaczego pytasz? Czyzbys miala podejrzenia, ze nie chce jeszcze?
 
Ostatnia edycja:
reklama
krolowa a u nas bylo tak... po slubie ( mieszkalismy w Irlandii a ja nie moglam znalezc pracy) zaczelam marudzic ze skoro i tak siedze w domu to fajnie bybylo zrobic sobie juz dzidzie, przynajmniej nie mialabym wyrzutow sumienia ze nie pracuje. pol roku zajelo mi namawianie meza na dziecko i mowienie ze czuje sie samotna. az pewnej nocy bez slowa ostrzezenia.... i tak powstala Iwcia. udalo sie w pierwszym cyklu.
 
Mówicie wszystkie o podjęciu decyzji w związku z dzidzią. Może ja się źle wyraziłam (w końcu ciężka sprawa) kiedy wasz mąż/narzeczony/facet zapewnił was że dorósł. Powiem o co mi chodzi. Zastanawiam się, jak to jest z odpowiedzialnością. Mój M często zostawia mnie samą mimo, że się umówiliśmy że coś zrobimy i zostaje w pracy później (ja umiem nawet naprawić kran ale nie na tym polega małżeństwo nie?). A co jeśli, będę potrzebować samochód, bo dzidzia będzie musiała np do lekarza albo coś a on powie: Kochanie spóźnie się, bo w pracy okazało się że ...
Albo np jak coś trzeba do domu kupić (konwerter, zamówić szafke na wymiar, załatwic tapicera do łóżka, czy też zapłacić opłaty miesięczne) czy zrobić to on zapomina. A potem ja sobie przypomnę (w końcu nie mogę o wszystkim pamiętać) to on mówi: Rzeczywiście! Czemu mi nie przypomniałaś wcześniej! (ale o pracy pamiętać to potrafi. czasem nawet o 21 dzwoni w sprawach pracowych bo jeszcze coś...) Zastanawiam się, czy nie zostanę sama z dzidzią. Do tego stopnia, że ze wszystkim będę musiała sobie sama radzić.

Rozumiecie mnie?
 
libby jestem pod wrażeniem Waszej determinacji :)))) Godne podziwu.....

krolowo mi mój Pan na Sylwestra tego roku powiedział, że cieszy się, że wreszcie dorósł i zmienił się i że ja nie będę się przez niego więcej źle się czuć, że chce, żebym była szczęśliwa.... Wierzę mu... :)
Byliśmy ze sobą 4,5 roku w latach 2003-2008 i wtedy on się dynamicznie rozwijał zawodowo..więc wiem doskonale o czym piszesz :)... To był jeden z czynników, który zadecydował, że nasz związek się zakończył, na dwa lata.!! Nie sądziłam, że ludzie się zmieniają i potrafią naprawiać swoje błędy, ale chyba Go nie doceniałam.. :)
Jesteśmy znowu razem i wreszcie się rozumiemy :))))))) Także na pewno Twój mąż "dojrzeje" kiedy pojawi się maleństwo... :) Daj mu szansę :))))))))
 
Ostatnia edycja:
Ja rozumiem. Wiesz, ale wydaje mi sie, ze mezszyzni sie zmieniaja jak pojawia/ma sie pojawic dzidzia. Moze z nim porozmawiaj? tak wiesz, od serca...to duzo daje.
 
krolowa rozumiem... ale nie wiem co ci napisac....
moj M odkad go znam jest odpowiedzialny, zawsze byl, to raczej ja bylam szalona zwariowana i z podejsciem do zycia ze jakos to bedzie....
podobno wielu facetow sie zmienia gdy zobaczy swoje dziecko, moze z twoim mezem tez tak bedzie....nie martw sie kochana na zapas
 
Hej Kobity! :-) Fajne tematy tutaj od rana ;-)

Miałam wczoraj wpaść wieczorem, ale moje Kochanie zaskoczyło mnie kolacją przy świecach i nie miałam serca... ;-) hihi...

A no właśnie... U nas to jest tak, że oboje jesteśmy na co dzień trochę nierozgarnięci, ale jak przychodzi co do czego, to stajemy na wysokości zadania i dajemy sobie radę z problemami. G. jest baaardzo romantyczny, nie ma dnia, żeby przynajmniej z 5 razy nie powiedział, że mnie kocha :laugh2: Zresztą - vice versa ;-) Kiedyś, jak byliśmy jeszcze "świeżą" parą, pisał mi wiersze, nawet kiedyś jeden nagrał i podłożył tekst do mojej ulubionej melodii z jednego z filmu i wyszło takie cudo, że bajka :-) Jest czuły i troszczy się o nas bardzo, mogę mu zaufać i to chyba pierwszy facet, któremu "oddałam się" mentalnie, bo nie boję się, że mnie skrzywdzi.

Co do decyzji o dziecku, to dłuższa historia... Rok temu G. popadł w depresję jakąś, wszystko było na "nie"... A ja miałam już dosyć jego niezdecydowania :dry: Dużo mówilam o tym, że chciałabym się ustatkować, że on mógłby się określić, bo jeśli faktycznie chce spędzić ze mną życie, to nie ma na co czekać. Ale on pozostał głuchy na to wszystko... :-( Zbliżała się nasza 2 rocznica bycia razem, po cichu liczyłam na to, że może mi się oświadczy - to był 5 lipca 2010. Ale... cisza... :-( Mieliśmy wtedy duże problemy finansowe, na głowie szukanie mieszkania i przeprowadzkę a do tego zepsuło się auto bez którego nie da rady funkcjonować tutaj. :dry: Było mi przykro, bo mimo problemów odłożyłam jakiś grosz "po cichu" i dostał ode mnie prezent na rocznicę, a ja nie dostałam nawet kwiatka głupiego... Tak, jakby nie było tego dnia... :sad: Nie dość tego, 3 dni przed rocznicą G. wyciął mi taki numer, że do końca życia chyba będę to pamiętać :sad: :sad: Wykazał się totalnym brakiem odpowiedzialności, do tego stopnia, że nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że to koniec - niech sobie wraca do Polski i da mi święty spokój, bo nie chcę go już widzieć... Ale zrozumiał, przeprosił, była rozmowa o odpowiedzialności i dorosłości...
I nastał ten dzień, 31 lipca 2010, kiedy to Kochanie uklęknął przede mną i zapytał, czy zostanę Jego żoną :-D Odpowiedziałam, że tak :-)
Tamte trudne chwile bardzo nas zbliżyły do siebie i G. chyba wydoroślał w końcu i zrozumiał, co jest dla Niego ważne. Wcześniej na pytania o dziecko odpowiadał "kiedyś przyjdzie taki moment", po zaręczynach stwierdził, że nie ma na co czekać. Daliśmy sobie czas do końca roku, bo akurat zmieniałam prace i nie chciałam od razu zajść w ciążę, bo były szanse na stałe zatrudnienie. W trakcie, po 2 miesiącach pracy zrozumiałam, że moja firma jest jaka jest i mogę tak pracować tymczasowo jeszcze z 5 lat, więc nie ma na co czekać, skoro oboje tego chcemy. I w październiku wzięłam ostatnią tabletkę :-)
 
krolowo kochana nie smuć się....... czytałaś mojego posta...? w życiu czasami jest pod górkę, ale potem słoneczko znowu świeci :)))......

Muszę uciekac do pracy... papa :)
 
reklama
Status
Zamknięty i nie można odpowiadać.

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry