S
Sol
Gość
pysia - Karola jest z 7 ciąży
a czy zwątpiłam? Nigdy - mieliśmy jeszcze kilka opcji w razie czego więc nie było tragedii. Duże wsparcie miałam w teściowej - ona też kilka razy poroniła 1 przed pierwszym dzieckiem i 3 razy przed drugim - dlatego jest 14 lat różnicy między szwagierką - starsza a moim mężem. A teściowa jest pielęgniarką - pracowała na noworodkach a teraz na emeryturze jest pomocą stomatologa. A szwagierka jest pielęgniarką na bloku operacyjnym chirurgii. Wszyscy w jednym szpitalu. Mój gin z tego samego szpitala więc w ciąży miałam super opiekę i podczas porodu miałam taką obstawę na sali ze szok. W 8 tygodniu jak wylądowałam na patologii to się okazało że żona lekarza z którym M pracuje właśnie urodziła Mikołajka i jak się doktorek dowiedział ze ja też leżę na tym samym oddziale to ścignął położne żeby mną też się zajęły.
A podczas porodu miałam na sali - swojego męża, dwie położne, troje ginekologów położników, dwie panie neonatolog i 3 stażystki neonatologi. A miałam próżnociąg stosowany bo mała urodziła się w zamartwicy bo się pierdoła owinęła pępowiną tak że miała skrępowane nóżki, rączki i wokół szyi miała pępowinę a nie miała tętna jak ja urodziłam. 3 minuty czekałam aż krzyknie - dla mnie to były 3 godziny :-( Ale jak mi ją pokazali - śliczną różowiutką
Potem mi ją zabrali na 4 godziny - trafiła pod lampy i do inkubatora żeby się wygrzać
A przez cały pobyt w szpitalu ciągle odwiedzały mnie położne i lekarze żeby zobaczyć najmłodszą wnusię pani Zosi
Ale miało to swoje minusy. "Swoich" trzymają dłużej żeby się upewnić że wszystko ok. A mnie coś trafiało już w 4 dobie. Zrobiłam awanturę, Zosia musiała interweniować, ja zadzwoniłam po znajomego M żeby znalazł kogoś żeby zrobić USG główki Karoli - musiała mieć kontrolę po próżnociągu, ale Niziurski jej bardzo malutkiego krwiaczka zrobił, bo dosłownie 3 sek ją trzymał żeby ją podciągnąć bo reszta poszła naturalnie. I udało się nam wyjść w 4 dobie
A tym razem zapowiedziałam mężowi i teściowej że nie leżę dłużej niż 3 doby bo kota dostanę
No chyba że będę musiała po cesarce albo co - rożnie się w życiu układa ale wolałabym rodzić drugie naturalnie - szybciej się do siebie dochodzi.
No i esej mi wyszedł
Wypadało by się do pracy zabrać. Karola bajki ogląda więc mam chwilkę. Tylko że mi się nie chce
a czy zwątpiłam? Nigdy - mieliśmy jeszcze kilka opcji w razie czego więc nie było tragedii. Duże wsparcie miałam w teściowej - ona też kilka razy poroniła 1 przed pierwszym dzieckiem i 3 razy przed drugim - dlatego jest 14 lat różnicy między szwagierką - starsza a moim mężem. A teściowa jest pielęgniarką - pracowała na noworodkach a teraz na emeryturze jest pomocą stomatologa. A szwagierka jest pielęgniarką na bloku operacyjnym chirurgii. Wszyscy w jednym szpitalu. Mój gin z tego samego szpitala więc w ciąży miałam super opiekę i podczas porodu miałam taką obstawę na sali ze szok. W 8 tygodniu jak wylądowałam na patologii to się okazało że żona lekarza z którym M pracuje właśnie urodziła Mikołajka i jak się doktorek dowiedział ze ja też leżę na tym samym oddziale to ścignął położne żeby mną też się zajęły.
A podczas porodu miałam na sali - swojego męża, dwie położne, troje ginekologów położników, dwie panie neonatolog i 3 stażystki neonatologi. A miałam próżnociąg stosowany bo mała urodziła się w zamartwicy bo się pierdoła owinęła pępowiną tak że miała skrępowane nóżki, rączki i wokół szyi miała pępowinę a nie miała tętna jak ja urodziłam. 3 minuty czekałam aż krzyknie - dla mnie to były 3 godziny :-( Ale jak mi ją pokazali - śliczną różowiutką
Potem mi ją zabrali na 4 godziny - trafiła pod lampy i do inkubatora żeby się wygrzać
A przez cały pobyt w szpitalu ciągle odwiedzały mnie położne i lekarze żeby zobaczyć najmłodszą wnusię pani Zosi
Ale miało to swoje minusy. "Swoich" trzymają dłużej żeby się upewnić że wszystko ok. A mnie coś trafiało już w 4 dobie. Zrobiłam awanturę, Zosia musiała interweniować, ja zadzwoniłam po znajomego M żeby znalazł kogoś żeby zrobić USG główki Karoli - musiała mieć kontrolę po próżnociągu, ale Niziurski jej bardzo malutkiego krwiaczka zrobił, bo dosłownie 3 sek ją trzymał żeby ją podciągnąć bo reszta poszła naturalnie. I udało się nam wyjść w 4 dobie
A tym razem zapowiedziałam mężowi i teściowej że nie leżę dłużej niż 3 doby bo kota dostanę
No chyba że będę musiała po cesarce albo co - rożnie się w życiu układa ale wolałabym rodzić drugie naturalnie - szybciej się do siebie dochodzi.No i esej mi wyszedł
Wypadało by się do pracy zabrać. Karola bajki ogląda więc mam chwilkę. Tylko że mi się nie chce

a przy obu porodach mialam 3 polozne i 2 lekerzy ginek.poloznikow-w tym szpitalu gdzie rodzilam jest taki standard
BALBI_NKA-szkoda,ze w tym m-cu nie sprobujecie,ale tak jak piszasz -nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo-moze mężowi dobrze zrobi taki wyjazd...a moze owulka sie przesunie i zdazy wrocic
