Adka nie wiem za jaka granice chcialabys sie wybrac? bo pewnie rozne sa warunki zaleznie od kraju. ale mysle, ze nigdzie nie mozna pojechac w ciemna liczac na pomoc panstwa. jak jest na 100% moge powiedziec tylko o szwecji. i nie jest latwo. w zyciu bym sie nie spakowala i nie przyjechala tu ot tak. jesli nie masz jakiejs konkretnej osoby u ktorej sie zahaczysz i ktora Ci jakos pomoze to nie ma szans na nic.
ja mieszkam juz tu okolo 6 lat. przyjechalam tu do mojego exa (ojca Filipka) i on mi zalatwial wszytskie sprawy urzedowe... pracowalam w roznych miejscach. wykonywalam w sumie najpodlejsze prace. a po zalatwianiu spraw przez mojego exa to do dzis nie moge zrobic porzadku... Filip ma prawie 3 lata a ja nadal jestem wtrakcie zalatwiania zasilku na niego itp.... (w teorii powinno sie to dostawac od czasu urodzenia dziecka)
faktem jest, ze od kiedy zostalam sama w ciazy az do 1,5 roku Fifka bylam na socjalu. dalo sie z tego zyc. tyle, ze tylko ja wiem ile mnie to stresu kosztowalo, bo tak naprawde nie mialam prawa tego pobierac i co chwilka mialam noz na gardle.
oddechnelam spokojnie dopiero jak zaczelam ponownie pracowac.
zarabiam w sumie niewiele i wcale nie mam wiecej niz na socjalu, ale wkoncu nikt nie moze mi tego odebrac. no i jak wkoncu zalatwie co trzeba to bede dostawac zasilki. czesciowo nawet wyplaca mi zalegle.
wiec tak reasumujac: jesli nikogo znajomego (na kogo mozesz liczyc w 100%) nie masz w danym kraju to moim zdaniem nie masz co liczyc na zakwaterowanie, zasilki i prace. czasem potrzeba wielu miesiecy zanim dostanie sie mieszkanie i znajdzie jakas prace nie mowiac juz o uzyskaniu jakis zasilkow, przedszkola dla dziecka. jako obywatel UE owszem masz prawo przebywac sobie w krajach UE. jednak wcale nie wiaza sie z tym wszytskie przywileje. trzeba sobi9e porzadnie zasluzyc na to by dostac tu takie prawo pobytu, ktore upowaznia do pobierania roznego rodzaju zapomog itp.
szwecja broni sie jak moze przed naplywem obcokrajowcow, bo jakby nie patrzec sa bardzo kosztowni.
osobiscie nie zaluje, ze tu zostalam, ale zanim doszlam do tego punktu w ktorym jestem (a do celu jeszcze daleko) to osiwialam z nerwow.
a to, ze nie zwariowalam calkiem to zawdzieczam tylko mojemu M, bo jest dla mnie nieoceniownym wsparciem pod kazdym mozliwym wzgledem.
i wkoncu ktos pomaga mi zalatwic moje sprawy tak, zeby nikt nigdy nie mogl sie do tego doczepic - czyli zmudnie i po kawaleczku, ale uczciwie i gruntownie.