Hej, jestem nowa szczęśliwa "nieszczęśliwa". Piszę, bo może pomogłybyście troszkę radą prawną zanim pójdę do prawnika, żebym wiedziała czy wyczerpie z nim temat. Moja historia po krótce:
Byłam z facetem co prawda niedługo (po bardzo długim związku) byliśmy kilka miesięcy i się rozstaliśmy. Po miesiącu się okazało, że jestem w ciąży. Dałam mu znać, w międzyczasie wyjechał za granicę, poznał kogoś z kim jest. Nie jestem za rozwiązaniami bycie ze sobą dla dziecka, więc od razu to wykluczyłam. Jak mu powiedziałam się okazało, że to jeszcze niedojrzały dzieciak. Mimo że rozmawialiśmy o dzieciach jak byliśmy razem i wtedy było ok, to nagle stwierdził, że on do Polski i tak nie wróci, że nie chce poznać dziecka i w ogóle chce wiedzieć jak najmniej. Umówiliśmy się, że ja problemu nie widzę, ale że musi mi podać grupę krwi, choroby przebyte itd. no i, że w razie odpukać jak kiedyś by się coś działo niedobrego, typu potrzebna krew, to wtedy na pewno się odezwę, więc potrzebuję adresu.
To było w 7tc. Później po zastanowieniu i konsultacjach z innymi. Chciałabym żeby zrzekł się praw rodzicielskich - żeby nie było problemu z kwitkami do lekarzy, szpitali, paszportów itd. W sumie jak ze sobą byliśmy był spoko, ale nie wiem czy mu palma nie odbije, więc żeby nie mógł kiedyś od dziecka wziąć alimentów, w razie jakby nie miał za co żyć, bo niby za co. Przez całą ciążę, nawet się nie zapytał jak się czuję, a jak specjalnie mu napisałam, że chyba dziewczynka to się obruszył, że nie tak się umawialiśmy. Napisałam mu wtedy, że minęły 3 miesiące, a ja mimo że się przypominałam nie dostałam jeszcze grupy krwi (cały czas "załatwiał"). Cały czas tylko pisze, żebym go o alimenty nie posądzała, w sumie na początku nie miałam zamiaru jak się umawialiśmy, bo myślę, że sama mogę dać radę, a jeszcze mam ogromne wsparcie rodziców, ale to on łamał zasady, że nie podawał mi danych o które prosiłam. 2 tyg. temu poinformował mnie, że ta laska, z którą jest, też jest w ciąży. A on że miał 2 stany przedzawałowe. Myślę, że próbuje szantażu emocjonalnego, chociaż to na mnie w ogóle nie działa i nie chce mi się nawet wierzyć w tą drugą ciążę, dlatego stwierdziłam, że wystąpie o alimenty, ale on się dowie o tym na samym końcu, żeby nie kombinował.
Teraz moje pytania (może któraś z Was miała podobnie):
Chcę żeby był wpisany jako ojciec (ani razu tego nie zaprzeczył), ale chcę, żeby dziecko miało moje nazwisko, czy mogę tak podać w USC?
Kiedy muszę iść do sądu i czy muszę wystąpić o zabranie mu praw rodzicielskich, czy sam może się zrzec? I czy długo to trwa? (czy dowód, że w ogóle się nie interesował w trakcie ciąży wystarczy i że się denerwował jak mu napisałam cokolwiek)
Problem jest taki, że się spotykaliśmy głównie u mnie (on mieszkał z rodzicami) i ja wiedziałam w których blokach on mieszka, ale nie znam dokładnego adresu, czy da radę go jakoś uzyskać w sądzie, jeśli chciałby robić pod górkę, po imieniu nazwisku i dacie urodzenia?
Chciałabym załatwić wszystko szybko i mieć go z głowy.
A tak od strony emocjonalnej Wam powiem tak, mówili mi, że nie będę mogła mieć dzieci i jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży skakałam pod sufit i nie ważne było czy on będzie ze mną czy nie. Zdziwiła mnie też reakcja moich rodziców, ani przez chwile nawet pogadanki nie miałam, jak się dowiedzieli zrobili imprezę. Życzę wszystkim samotnym mamuśkom takiego wsparcia

Nawet chwili nie przepłakałam mimo, że minęło już 5 miesięcy (jestem w 7 miesiącu). Cieszę się z mojego okruszka jak nie wiem co. Może dlatego, że tak się bałam, że nigdy go nie będę miała... a jest
