@Kajmakowe123 co u nas?
Pod koniec września były jego urodziny. Spotkaliśmy się najpierw w południe i pojechaliśmy kupić łóżeczko i regał. Później umówiona kolacja, po niej poszliśmy do knajpy, w której spędziliśmy noc w jego poprzednie urodziny, dałam mu prezent. Zaczął wspominać urodzinowy jabłecznik, który mu upiekłam w zeszłym roku, wiec wyjęłam z torebki tortownicę z ciastem i zaczęłam wbijać świeczki. Łzy mi przy tym potokiem płynęły. Nie mogłam za nic ich powstrzymać, ręce mi się trzęsły. Do tego momentu wszystko było na zimno z mojej strony. Ale pękłam. On też się wzruszył. Niedługo później przyszedł jego przyjaciel, którego zaprosiłam w tajemnicy (miało być więcej znajomych, ale niestety nie mogli w środku tygodnia się wyrwać). Posiedzieliśmy trochę, pogadaliśmy o pierdołach, oni pili alkohol, ja herbatę, odprowadzili mnie do domu. Pod bramą mnie przytulił i zaczął mówić, że zawsze będzie mnie kochać, ale ma problemy ze sobą i będzie mnie krzywdził, a ja zasługuję na wszystko co najlepsze itp. Wyraził swoje niezadowolenie, jak powiedziałam jego koledze, że w sumie to nie jesteśmy już razem. Poszłam do domu, oni poszli imprezować dalej. Widzieliśmy się przed poprzednim weekendem, bo musiałam mu przekazać materiały na jego wyjazd (w ramach moich obowiązków w jego firmie). I od tamtej pory się nie widzieliśmy. Pisze czasem, to odpisuję, ale zdawkowo, bez emotek, gdzie on używa serduszek, buziaków itp. Zdarzyło się, że nawet zadzwonił dwa razy. Przed tym weekendem pytał czy mam wolne - pewnie chciał żebym jechała z nim wyjazd służbowy, ale miałam zajęcia na studiach i w sumie nie mam ochoty się z nim widywać, bo to mnie niszczy. W środku zdycham. Ryczę codziennie. Bez sensu analizuję wszystko i wspominam obietnice itp. Wymęczyły mnie pytania znajomych ze studiów, typu: "jak tatuś?", "kiedy ślub?"... Nie mam siły udawać, więc powiedziałam, że tatuś nie chce tworzyć rodziny. Wszyscy w szoku, szczególnie, że poznali go, jak przyjechał po mnie 250km w jedną stronę na obowiązkowy obóz sportowy, jak byłam na samym początku ciąży.
Z małą wszystko dobrze. Ostatnio na badaniu nie chciała znowu buźki pokazać

na słowa pani dr "pokaż mamie buźkę", odwróciła się plecami
Ja wam powiem, że kompletnie nie rozumiem postawy mężczyzn. Kurde, jak jest jakiś problem, to się go rozwiązuje, a nie ucieka... My sobie obiecywaliśmy, że nie spieprzymy tego, co jest między nami, że będzie się starać, że jak coś się będzie psuć, to będziemy o tym rozmawiać i razem znajdziemy rozwiązanie. Tak bardzo wierzyłam, że to nie są słowa rzucane na wiatr...

Przykro mi, że jest nas tak dużo...
Życzę Wam wszystkim dużo miłości, ciepła i samych dobrych rzeczy.