Gorgusia, ja też się zastanawiam, gdzie jest ta granica, przy której należy już postawić ją dziecku, że tak powiem. Nasza mała dała dziś czadu. Od wstania do 16 był ryk jakich mało, dosłownie momentami się darła, oczywiście z przerwami na cyca i zmianę pieluchy. Nie wiem, co w nią wstąpiło... Czy coś ją bolało, czy odreagowywała niedzielę i nalot rodzinny, czy zjadłam coś, przez co była niespokojna. Tak czy inaczej jestem po tym skonana autentycznie i wypalona. Odechciało mi się jedzenia czegokolwiek, bo jak mam mieć po tym takie przeboje, to ja dziękuję. Gorgusia, tak czy inaczej wydaje mi się, że noworodki mają ogromną potrzebę bliskości, poczucia, że są blisko rodzica i wydaje mi się, że należy im to zapewnić. Ale nie wiem, gdzie kończy się ta granica niestety... Ostatnio na podobne dylematy koleżanka odpowiedziała mi, żebym tuliła ile się da swoje dziecko i żebym się nie bała błędów wychowawczych, bo one się i tak pojawią, prędzej czy później. Może ma rację... Sama nie wiem, nie mam jeszcze głowy, by to wszystko ogarnąć, dużo się dzieje...
Dziewczyny jak radzicie sobie z tym nawałem pokarmu? Jak nie odciągnę sobie mleka, to tak mi piersi twardnieją, że masakra (nie mówiąc o bólu, który odczuwam). Słyszałam jak zwykle odmienne opinie - że jak się używa laktatora, to się robi złą robotę, bo cycek dostaje informację, żeby produkować więcej mleka i tak też robi. Więc lepiej zastosować tabletki na spowolnienie laktacji. Ale czy wtedy się jej nie zaburzy? Matko, ile pytań ma młoda matka. I co z tego, że książki. Wszystko trzeba na spokojnie samemu przetrawić.
A co do jedzenia, to kompletnie już nie wiem, co i jak. Jedni mówią, że dieta oszczędnościowa, drudzy, że trzeba jeść w miarę normalnie, żeby też organizm dziecka powoli przyzwyczajać. Z tego, co piszesz Asia, to Ty jesz dużo różnorodnych produktów i Twoja Ula nie ma po nich sensacji. Ale czy od początku tak jadłaś? Czy dopiero po tygodniu, dwóch, trzech wprowadzałaś kolejne produkty? No bo np. dżemy, konfitury (brzoskwiniowa, morelowa...) Zawierają te składniki - brzoskwinie, morele, które niby są odradzane w trakcie karmienia... Jak wobec tego obserwujesz to wszystko na własnej skórze? Asia, a jak wrażenia po tym chustowym spacerze? Jaką masz chustę do noszenia?
Dziewczyny, kiedy zaliczałyście pierwszy spacer z Waszymi dziećmi? My chcieliśmy naszą Lilę dziś zabrać, ale była tak marudna i płaczliwa, że było to nie do zrobienia.
Jutro przychodzi położna. Mam nadzieję, że mi trochę pomoże. Muszę tylko zapisać sobie wszystkie możliwe pytania do niej, bo tak na żywca to pewnie połowę zapomnę.
Oj nie sądziłam, że te pierwsze dni będą tak ciężkie, zwłaszcza, gdy nie do końca rozumie się i rozpoznaje sygnały własnego dziecka. A ono płacze i płacze i płacze i końca nie widać.