witajcie dziewczyny..bardzo milo bylo mi Was poznac ...napisze co u mnie i znikam...
dzis powtorzylam bete we wtorek byla 259 dzis 232 czyli powoli,ale spada czyli moja dzidzia odeszla....
po konsultacji z ginek.jestem w domu i w poniedzialek mam powtorzyc bete i podac Mu wynik i powie co dalej...beta wskazala na 4/5 t.c.od zaplodnienia...mam tylko brązowe plamienia wiec poronienie przede mną -mam nadzieje,ze w calym tym nieszczesciu oczyszcze sie sama i nie bedzie potrzebny zabieg i cala ta szpitalna trauma:-

-(
jestem zalamana,zdruzgotana,rozgoryczona...jestem psychicznym i fizycznym wrakiem...staram sie trzymac ,dla męża,dla dzieci ,dla siebie ,ale są momenty takie jak teraz ,ze od pol godz.placze wręcz rycze i nie moge sie opanowac zeby przestac...
oplakuje to moje dziecię ktore od momentu testu bylo Marcelkiem lub Polą....
bardzo ciężko mi jest...bardzo,nie umiem nawet ująć tego w slowa...ten bol rozdziera serce,ściska gardlo ,ze aż oddech cięzko zlapać.....
kochane moje oby żadna z Was nie przechodzila tego nigdy-ja przechodzę to drugi raz-ze zdwojoną sila..
chce ,zebyscie wiedzialy ,ze każdej z Was z osobna dziekuje i grupowo ściskam-nie wymieniam z nicka bo nie chcialabym ktorejś ominąc...bardzo pomoga taka swiadomość ze cierpicie ze mną-troche to lagodzi moj ból..
jesteście kochane!!
życze Wam maluszkow o czasie i samych radosnych chwil w ciąży...my juz sie nie staramy...
żegnajcie babeczki-nic tu po mnie..