My od poczatku nie chcieliśmy wspólnego porodu. Oboje. M. Bal sie chyba wrażeń, a ja ...niewiem...ze będzie mnie krepowal? Sama nie wiem, w każdy razie kiedys czutalam ze facet nie patrzy pozniej na kobietę tak jak wczesniej. Moze dlatego?
W każdym razie na wywołanie poszliśmy razem. M. Malo nie zasnal

i nagle sie zaczęło. Odkryłam ze moje skurcze sa co dwie minuty (przysięgam!co do sekundy!), bylo pyk i odeszly mi wody. Poinformowaliśmy polozna i kazala wolac jak zaczną sie parte. Nie wiedzialsm co to znaczy ale jak juz się zaczelo to wiedziałam ze to to

wilam sie jak waz po lozku, kazalam mu ja wolac a jej akurat nie bylo

nerwy mi puszczaly i mowie 'k** wolaj ja'

M. Kazał mi ściskać swoja rękę jak boli ale jakos nie umiałam tego bólu przenieść w tym kierunku... I wtedy zaproponował ze moze jednak zostanie (wierzcie mi lub nie ale byl mega przeciwny i mi osobiście, gdyby nie ten bol, to chyba opadlaby kopara), ale ja nie chciałam. Z bolu nawet nie wiem kiedy wyszedł, w każdym razie nie na dlugo bo moze jakies 20min(?)... Jak tylko Hanka wylazla i zaplakala to moja Gin poprosiła go i juz byl z nami

))
Takze kobitki nie lamcie sie..moze i Wasi faceci w ostatniej chwili zapragną wam towarzyszyc
