Tak Olusia, wiem co to znaczy rozczarowanie, ale powiem Ci, ze im mija więcej miesięcy tym to "łagodniej" przechodzę. Chyba po prostu przyzwyczajenie, że co miesiąc jest ta sama informacja :-(. No chociaż miałam raz taki incydent... opowiem Wam. Na początku września nie dostałam @. W ogóle nie wierzyłam, że to może być TO, więc cierpliwie poczekałam jeszcze chyba ze 3 dni. No tego 3 dnia zrobiłam test (właśnie pepino 10) i aż oczom nie wierzyłam, że była druga bladziutka kreseczka! Cała się trzęsłam, a oboje z M. po prostu skakaliśmy ze szczęścia. Na drugi dzień powtórzyłam test (znowu pepino 10) i kreska była ciemniejsza, wiec tym bardziej się upewniłam, ze skoro kreska ciemniej to pewnie beta ładnie rośnie. Szybko umówiłam się do gina. Za dwa dni pojechałam przeszczęsliwa do ginki. Ona wiedziała, że ja już długo się staram i aż mnie uściskała na wieść, że mam II kreseczki. No i robi mi USG i widze jak jej uśmiech zmniejsza się... Powiedziała, że ona tu nic nie widzi, że nawet macica i endometrium i kompletnie nic nie wskazuje na ciąże i szybko kazała mi iść na bete. Wyszła mniejsza niż 2. No i moje szczęście się skończyło... Ale powiem Wam, że ta kilkudniowa świadomość, ze nosi się w sobie upragniony cud jest nie do opisania! Dlatego wiem, że ta historia zdarzyła się "po coś". Dzięki temu mam ciągle motywację, aby dalej dążyć do upragnionego celu i tamte wspomnienia, gdy "niby" byłam w ciąży kilka dni, i to jaka wtedy byłam przeszczęśliwa wywołują uśmiech na mojej twarzy ;-) Ot moja historia. I właśnie któraś z Was pytała o testy Pepino 10 i ja właśnie to z nimi przeszłam.