missiiss Ja strasznie nie cierpię mojej pracy. Pracuję na poczcie, jestem, sama na cały urząd, bo to Agencja Pocztowa, czyli prywatny właściciel. To co ludzie potrafią nawywijać, to się w głowie czasem nie mieści. Przyjście na pocztę traktują jak zło konieczne i z góry zakładają, że muszą się po wyżywać trochę na tzw. pani w okienku. Masakra jakaś. Jakbym tylko mogła, to od poniedziałku już by mnie tu nie było. Ale, że jestem tu sama, to muszę powiedzieć szefostwu o ciąży, potem trzeba będzie kogoś znaleźć na moje miejsce, a potem muszę trochę tą osobę poduczyć, bo jest co. Mi nauka zajęła jakieś 2 tygodnie, ale różni są ludzie. Planuję w poniedziałek udać się do lekarza, jak będzie wszystko w porządku, to pod koniec miesiąca powiedzieć w pracy i zostaje wrzesień na przyuczenie kogoś, a od początku października nie chce mieć z pocztą nic już wspólnego.