karola, ja dostałam pierwszą @ bardzo późno (17 lat) i od początku była okropnie nieregularna. W 2006 zaczęłam być pod opieką endokrynologa, który przepisywał mi luteinę żebym w ogóle miała jakiekolwiek krwawienia. Jak powiedziałam gin, że chcemy się starać o dziecko, to już były ze 3 lata jak byłam pod opieką tego lekarza, więc babka wiedziała, że mam cykle bezowulacyjne i uznała, że nie ma sensu tracić czasu, skoro i tak nie ma żadnych szans na bobasa bez stymulacji. Dostałam clo, potem menopur i niestety... gin poszła na emeryturę. Potem tułałam się po innych lekarzach i w końcu ktoś mi znowu dał clo i chyba wtedy w pierwszym lub drugim cyklu z nim zaciążyłam.
Co do stymulacji, to lekarze zwykle nie chcą nic robić dopóki nie minie rok od rozpoczęcia starań (ja wiedziałam na czym stoję, więc jak moja gin poszła na emeryturę i musiałam chodzić po innych lekarzach, to mówiłam im, że staramy się z mężem od półtora roku, bo gdyby dowiedzieli się prawdy, to kazaliby mi próbować bez stymulacji, co w moim przypadku nie miało najmniejszego sensu i o czym doskonale wiedziała pierwsza gin). Przy clo ważne jest żebyś miała monitoring owulacji, bo lekarz musi się upewnić, że zapisał Ci odpowiednią dawkę leku - jak da za mało, to nic nie urośnie, jak da za dużo, to może znacznie zwiększyć szanse na ciążę mnogą.
Co do HSG, to byłam umówiona z nową gin, że jeśli się nie uda w tym cyklu, w którym się na szczęście udało, to zrobimy to badanie. Wiesz, ja byłam gotowa wiele wycierpieć, żeby się udało!!! Byłam gotowa na to bolesne HSG, poza tym robiłam miliony badań krwi i różne usg... Ale teraz już mi się trochę nie chce... poza tym teraz nie jest już tak łatwo zorganizować wyjście do lekarza czy na monitoring - mąż pracuje, a ktoś się musi dzieckiem zająć - a przecież nie wezmę dziecka ze sobą, żeby oglądało jak mi ktoś gmera w ...