Cześć:-)
Rurki som, dziękują za pamięć, nie nadrabiam, bo nie dam rady. Walczę z Zuzą bo... mamy lęk separacyjny, jak tylko straci mnie z oczu na 10 sekund to jest mega histeria :/
w tamten weekend byłam w pracy na szkoleniu, Zuza została z Ł. i wyła mu niemiłosiernie, az się zanosiła. Musiałam się urwać szybciej...:-(
Mama pojechała do sanatorium i całymi dniami jesteśmy same, bo Ł. w pracy. Muszę jej maksymalnie zajmować czas, bo jakaś bez humoru jest ostatnio. Poza tym wstaje dzień w dzień o 5.30 i tyle mam spania, jestem nieprzytomna!
Niedługo pójdzie do żłobka i już się boję co to będzie
Poza tym mam troszkę problemów z pracą i jak o tym myślę to mi się wszystkiego odechciewa. Dziewczyna która mnie zastępuje już przeszła samą siebie. Kazała rodzicom dzwonić do dyrektora, żebym:
a) poszła na roczny bezpłatny urlop i sobie pobyła z dzieckiem, lub:
b) zaczęła prace w nowym przedszkolu, które jest 50 km od mojego miasta
c) najlepiej się zwolniła na zawsze, a tym samym ona sobie zostanie na moim stanowisku i będzie najszczęśliwsza na świecie.
Uwierzcie, że wcale nie chce mi się wracać do nastawionych rodziców, dzieci, z którymi ona cały rok nic nie robiła, bo przez 5 godzin gadała przez telefon, piła herbatki, wychodziła na papierosa zostawiając dzieci, kazała im siedzieć godzinę na krześle za karę, nie realizując materiału, nie wprowadzając żadnych zasad, obowiązków, nie ucząc ich niczego. Teraz wrócę, będę chciała z nimi cokolwiek zrobić, to będę tą złą, bo będę wymagać, a w końcu przedszkole ma też dzieci czegoś uczuć, nie tylko puścić ich samopas przez 5 godzin :/
Od pierwszego grudnia zaczynam i już nie śpię po nocach
Może mi ktoś streścić co tu słychać?
Pozdrawiam i buziaczkuję każdą z osobna i dziękuje za pamięć i smsy

) :*