Odnośnie szkoły rodzenie to w skrócie opwiem Wam sytuacje jakia miała miejsce w czerwcu tego roku na porodówce...
Mam koleżankę, która właśnie w czerwcu urodziła... Poród rodzinny, więc mąż przy łózku... A. zaczyna przeć i za każdym razem położna mówi, nie tak, prosze to robić tak... za kawałek znów, żle Pani prze.... W rezultacie lekarz mówi, że bez vakum (to się chyba tak pisze) się nie uda urodzić... Na to mąż tej mojej kolezanki, co to jest i jakie są tego konsekwencje. Po wyjaśnieniach lekarza, powiedział, że sie na użycie tego przyrządu nie zgadzają... Na to połozna... To po co wy chodziliście do szkoły rodzenia, skoro nic nie wiecie... nie wiecie jak się prze, oddycha itp.... Na to też mąż mówi tak: do szkoły rodzenia chodzilismy w tym szpitalu i to Pani prowadziła dwa zajęcia, w związku z tym skoro nic nie potrafimy, w takiej sytuacji będziemy żądać zwrot pieniędzy, bo tak nas Pani tego nauczyła....
A od mojej bratowej (która urodziła w zeszłym roku i miała właśnie użyte to vacum) wiem, że położne swoim zachowaniem starają się przezucić całą winę - np w sytuacji przedłuzającego się porodu - na rodzącą... aby w sytuacji jakiegoś zagrożenia, to rodząca miała poczucie, że źle zrobiła i dlatego coś się stało...