o, widzę że tu więcej dziewczyn miało koszatniczki :-) ja miałam zwięrząt tyle, że jakbym miała wypisać to by normalnie esej powstał- co za zwierzaki i jakie miały imiona. ogólnie tylko napiszę, że gryzonie też miałam- i swoje i podrzutki od uczulonego kuzynostwa (bo ja to gdybym mogła to bym małe zoo założyła) :-)
miałam chomiki, królika i szczurka (nazywał się Szczuras i zeżarł mi m.in. kabel z wieży i ładowarkę do telefonu ;-) ), miałam też złote rybki itp. i również przez jakiś czas miałam węża (Gucia), ale moja mama była bliska nerwicy i musiałam go oddać.
moje życie ze zwierzakami zaczęło się porządnie, jak się wyprowadziłam, bo z mamą mieszkałam na blokach, ona ma jamnika, który nie toleruje innych zwierząt (ludzi czasem też nie) a to i tak cud, że ma psa, bo zawsze panicznie bała się wszystkich zwierząt- od chomików, do krów czy koni

mało kiedy mnie odwiedza, bo mój Ciciok to do każdego by się na kolana pchał, a ona kota jeszcze toleruje, ale w odległości min. 10 metrów (a pozatym kiepski z niej kierowca i albo muszę ją do siebie sama przywozić, a najczęściej to jednak jeżdżę do niej)
ja to nie wiem po kim mam umiłowanie do zwierząt- jedynie pająków nie cierpię, a tak to wszystko zawsze głaskałam, całowałam i ściskałam (od dziecka) a mamę przyprawiałam tym o zawał i skoki ciśnienia
ale ja się dzisiaj rozpisujo- gaduję ;-) wzięła mnie wena :-) jak będziecie miały dość moich powieści to dajcie znać- może coś z tym zrobię :-)