Widze,ze nie tylko ja przezylam dzisiaj chwile grozy.
Melody dobrze, ze tak szybko Ci przeszlo :-)
Dzisiaj o 7 rano obudzil mnie telefon. Dzwonil Pawel, ktory mnie poinformowal, ze masz maly piesek( ma 3 lapki) uciekl mu z parku w milosnym amoku do suczki z cieczka i nie moze go znalezc. Poza tym jak za nim pobiegl, to zostawil w parku naszego drugiego psa(stary i chory) i nie wie,czy go znajdzie. Ja oczywiscie stanelam na rowne nogi, ubralam sie nawet nie wiem w co i wylecialam z domu. Stary pies czekal na szczescie w parku w miejscu, gdzie go Pawel zostawil, a Kukiego poszlismy szukac. Obeszlismy wszystkie parki na zoliborzu. Dodam jeszcze,ze wlasciciel cieczkowej suczki tez ją zgubil z pola widzenia i musial teraz szukac. Po przejsciu wszystkim zoliborskich zakamarkow poszlismy odstawic starego psa do domu, a sami wsiedlismy w samochod i pojechalismy Kukiego szukac dalej. Kolo 10tej zwątpilismy i wrocilismy do domu.Ja poszlam prosto do domu, zeby zadzwonic gdzie trzeba, ze taki i taki pies zginął( ma adresowke na obrozy i mikrochipa wszczepionego), a Pawel jeszcze poszedl sprawdzic ostatni raz nasz park. W momencie, gdy juz mialam wykrecac nr telefonu otworzyly sie drzwi domu i wszedl Pawel z Kukim. Okazalo sie, ze suczce znudzilo sie podrywanie okolicznych pieskow i postanowila wrocic do domu. Moj Kukus polecial jej sladem, wszedl na podworko,tam, gdzie ona mieszka i czekał nas swoją milosc. Gdy Pawel poszedl jeszcze ostatni raz go poszukac, jakas pani z tamtego bloku akurat goznalazla i do nas odprowadzala. Jestem po 2 no-spach, 2 magnezach, a brzuch nadal mnie boli, chociaz juz mniej. W ktoryms momencie myslalam, ze na ulicy urodze. Juz dawno nie zrobilam tyle kilometrow nogami, no i jeszcze doszedl stres. Jestem wykonczona.