Witam dzisiaj nocnie dla odmiany. Siadłam wieczorkiem i nadrabiałam właśnie sobotnie zaległości, kiedy znajomi wpadli nas odwiedzić, sama spontanicznie ich zresztą zaprosiłam, bo z kumpelą dawno nie miałyśmy kiedy pogadać.

Chłopaki poszli oczywiście do komputera (mój jakąś nową grę dorwał

), to my w drugim pokoju mogłyśmy sobie spokojnie poplotkowac po babsku.

Ani się obejrzałam, jak prawie 12 się zrobiła.. o.o W sumie jakoś doszłam do wniosku, że ostatnio brak mi babskiego towarzystwa, bo z mężem tylko do rodziców jednych albo drugich jeździmy, a tak to mi się nigdzie nie chce za bardzo, a i znajomi jakoś czasu nie mają. Gdyby nie nasze forum, to chyba bym całkiem zdziczała w tej ciąży.

Mój facet jest kochany, ale milczek z niego straszny (znaczy się z kumplami zawsze ma o czym pogadać, ale mnie jakoś mało interesują autka czy karabiny). A ja jako baba mam trochę większe potrzeby konwersacji, chociaż zawsze wolałam słuchać, ale przy moim mężu się sama rozgadać musiałam.

Jak do lekarza ze mną idzie i w poczekalni trzeba posiedzieć, to już zaraz widzę, jak on się strasznie nudzi i w ogóle cierpi. Zamiast z żoną pogadać, no nie wiem, ale już mu nie chcę marudzić, bo cieszę się, że chodzi ze mną i siedzi, to zawsze raźniej. Ale mam wrażenie, że moja teściowa chętniej ze mną na badaniach posiedzi niż mój mąż. Czy to dziwne? :>
A co do sprzątania i takich tam rzeczy, to mój zawsze mi odpowiada jak go proszę, że zaraz/za chwilę to zrobi, ale jakoś długo mu zajmuje się zabranie za to (heh, ciężko wstać sprzed tego kompa) i najczęściej zapomina (nawet jeśli miał odkurzyć pokój, a odkurzacz stoi na środku i potyka się o niego przy każdym przechodzeniu obok

) Ale nigdy nie powiedział mi, żebym coś sobie sama zrobiła, na to nie mogę narzekać. Po prostu wiem, że jeśli chcę, by coś zrobił, to muszę mu kilka razy powtórzyć. Sam z siebie bierze się za robotę głównie w sytuacjach, kiedy się pokłócimy i jest wkurzony - ale wtedy to akurat mnie irytuje, że on coś robi, chyba dziwna jestem.

No i odkryłam jeszcze jedno - lepsze efekty uzyskuję mówiąc wprost a nie aluzjami - faceci chyba są mało domyślni albo tak im wygodniej, nie wiem. A mogliby tak czasem sami z siebie na coś wpaść, nie?
Aha, i jeszcze o jedno chciałam zapytać, bo w sumie już od dawna się zastanawiam. Po czym Wy odróżniacie czkawkę dzieciaczka od innych ruchów? Bo w sumie nie jestem do końca pewna, a z tego, co czytam Was, to dosyć często się ta czkawka zdarza u maluszków to pewnie i u mojej też. Po prostu ciekawa jestem, no.
Dobra, idę chyba spać, bo jutro z rana do okulisty. Trzymajcie się, papa!
Aha,
Paula co do tego listu, to moim zdaniem dobry pomysł, jeśli tylko zdecydujesz się mu go dać w ogóle. Ja raz pisałam do mojego (już teraz nie pamiętam, czy jeszcze w narzeczeństwie, czy jakoś świeżo po ślubie), ale ostatecznie kartka pozostała gdzieś na zawsze wśród moich osobistych rzeczy i obecnie bardziej przypomina mi kartkę z pamiętnika... Mój luby nigdy nie dowiedział się, co akurat wtedy czułam, bo nie potrafiłam mu powiedzieć wprost, i teraz w sumie sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle i czy obecnie ma to jakieś znaczenie. Ale wtedy może byłoby mi łatwiej i zaoszczędziłoby mi może trochę nerwów i frustracji.
Każdy jest pewnie inny, ale w moim odczuciu nie rozmawianie nie rozwiązuje sytuacji, tylko napięcie się jeszcze buduje większe. Ja przynajmniej tak nie potrafię i wytrzymuję max kilka godzin, wyryczę się, a potem próbuję się z chłopem pogodzić nawet jeśli nie miał ani trochę racji i to jego wina. Taka już jestem miękka niestety. Ale też nie miałam z nim nigdy aż tak poważnych problemów (typu alkohol czy pieniądze), raczej u nas awantury dotyczyły zupełnie innych spraw... Ale ten tekst Twojego, że nie macie o czym rozmawiać, to jak uderzenie w twarz normalnie.

Przykro, że nie mogę niestety nic konkretnego doradzić w tej sytuacji, trzymaj się tam, i tak dzielna jesteś.