Kaja, bo my przez doświadczenie już nie damy sobie grać na uczuciach, typu: "Proszę pomyśleć o dziecku, proszę wziąć pod uwagę warunki pogodowe..."etc. A przecież ja do szpitala 5 min. mam, a nie kilkanaście km ;-) Nie orientuję się, ale miałąm wrażenie, że mają płacone od przyjętej pacjentki.
Morka, też się tym pocieszałam, że tamte czasy to odległa przeszłość, że to już nie wróci, nie będzie miało miejsca bytu, ale wczoraj przekonałam się na własnej skórze. W księdze dokumentowej na IP jest mój podpis, możesz zobaczyć. Ja mam wątpliwości co do intencji tych ludzi.
Nie wiem co zrobię, dzisiaj już dzwoniłam do mojego lekarza, który jest tam z-cą ordynatora, po krótce powiedziałam co się wydarzyło, zobaczymy co mi powie na wizycie, bo umówiłam się na dziś wieczór.
Zdam relację ;-)
Dorcia, a Ty imię synkowi zmieniłaś z Franka? ;-)