Kochana, dużo odwagi to w tym nie było. Po prostu zwizualizowałam sobie co może się stać kiedy się nie zaszczepię (respirator, izolacja, nawet ewentualna śmierć - tutaj przepraszam za nadmierną obrazowość). Na drugiej szali postawiłam możliwe działania niepożądane po szczepionce (gorączka, dreszcze, bóle) i dostępne dla ciężarnej możliwości ich łagodzenia (paracetamol, chłodne prysznice, zimne kompresy). Zestawiłam to z doniesieniami na temat rejestru kobiet w ciąży w USA, które się zaszczepiły i wśród których nie stwierdzono większej liczby poronień czy powikłań niż u kobiet rejestrowanych przed wybuchem pandemii (
link). Przegadałam na spokojnie sprawę z trzema lekarzami i położną - referując moją indywidualną sytuację i historię chorób i otrzymując zielone światło. Poczytałam kilka artykułów zbiorczo traktujących o ciężarnych i szczepionkach (np.
link). Ale chyba ostatecznie przekonało mnie to, że młoda tez od razu dostanie przeciwciała i jakiś czas będziemy obie kryte i to tutaj chyba już przestałam oglądać się za siebie… O zdrowie i spokój psychiczny czasem trzeba powalczyć. Nastawiłam się, że będzie dobrze i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dla mnie była to dobra decyzja i czuję nawet pewną ulgę.