Hej dziewczyny,
ja rodziłam w sierpniu 2008 na Inflanckiej. Było okropnie. Zgłosiłam się o 6 rano z silnymi bólami. Zostałam przyjęta, ale z komentarzem, że za wcześnie się zjawiłam, bo maszynka KTG nie wykazuje żadnych skurczy. Potem położyli mnie na sali przedporodowej. Zbadał mnie dyrektor tego szpitala i powiedział, że przenosi mnie na patologię, bo do jutra na pewno nie urodzę. Dostałam też nospę.Leżałam więc na tej patologi i miałam coraz silniejsze bóle. Ok. 17:00 ponownie zrobiono mi KTG i znowu nic nie wykazało. Zrezygnowana i zdenerwowana, że to jeszcze nie poród a już boli jak cholera po prostu się popłakałam. Mój mąż i mama zawołali pielęgniarkę. Pielęgniarka (przemiła zresztą) stwierdziła, że dobrze było gdyby mnie przebadał lekarz. Po badaniu lekarz stwierdził, że 3/4 porodu za mną bo mam 7 cm rozwarcia. Przeniesiono mnie na porodówkę, a pielęgniarka z patologii przekazała pielęgniarce z porodówki, że chcę mieć znieczulenie. A ta s__ (ocenzurowano) powiedziała, że muszę czekać na lekarza, a w swojej kanciapie powiedziała do drugiej pielęgniarki "Myśli gwiazda, że specjalnie do niej będzie leciał lekarz". Jak przyszedł lekarz to już było za późno na znieczulenie. Rodziłam więc bez znieczulenia, i przyznam że było ciężko, bo moja córa ważyła 4,200 kg. Na szczęście w międzyczasie była zmiana położnych i trafiłam na bardzo miłe osóbki. Dalsza część porodu mimo że bolesna była całkiem przyzwoita. Gorzej że opieka po porodzie była tak tragiczna, że nawet prześcieradło musiałam sobie sama zmienić. Zatem ja nie polecam szpitala na Inflanckiej.