witam Was wszystkie! Madziu trzymam kciuki i od samego poczatku wierze wTwojego Synka! Rozumiem, że jest Wam bardzo ciężko... Na pewno wszystko się jakoś ułoży. Głęboko w to wierze.
Na Twój temat trafiłam będąc jeszcze w szpitalu - czytałam wszystko nt skrajnych wcześniaków. Moja sytuacja była bardzo trudna. Spędziłam w szpitalu ponad miesiąc i od początku wiedziałam, że nie będzie happy endu w postaci donoszonej ciąży. Najpierw zaczęły sie problemy z łożyskiem, potem doszła jeszcze gestoza. W zasadzie nikt nie dawał nam żadnych szans, często skreślali mojego Patryczka. Powtarzali, że jest zbyt mały i ma bardzo niskie szanse, w zasadzie równe zeru oraz że będzie lepiej dla mnie jeżeli ciąża ta zostanie zakończona. My uparcie stawalismy na swoim, walczylismy o każdy dzień, tydzień. Chcielismy wierzyć, że jakoś to będzie. I tak nasz kochany Maluszek dotrwał do 28 tc, urodził się z wagą 555g i również w Anglii (okolice Londynu). Pierwsze dni, tygodnie były oczywiście tragiczne. Wszystkie tu wiemy, co przeszłyśmy... Wiele smutku, wylanych łez, modlitw i nadziei...
Patryczek spędził w szpitalu ponad 2 mies. Kiedy osiągnął wage 1600g poinformowano mnie, że rozpoczynają procedury wypisu Maluszka. Obecnie ma ok 2300g i jest już w domku od miesiąca. Wiem, że wiele złego jak na razie nas ominęło... Nasz mały Fighter... wiemy również, że wszystko może się zdarzyć... Serce mi się kraje jak czytam Twoje posty, jest mi strasznie przykro, że tyle musicie wycierpieć. Patryczek szybko wyszedł z tlenozależności i ważac zaledwie 1200g jadł już z butelki. Wiele zawdzieczam tutejszym lekarzom i pielegniarkom. Wiem, że to wszystko jest ich zasługą.
Postaram się zaglądać na forum od czasu do czasu. Trzymam za Was kciuki.
Pozdrawiam wszystkie mamusie wczesniaczków xxx