Mama - czytałam, nie pisałam, ale czytałam. Chciałabym powiedzieć, że strasznie mi przykro - ale to za mało. Bardzo mocno Cię ściskam i przytulam. Płacz i krzycz jeśli to może pomóc, wściekaj się i zaciskaj pięści, ale przede wszystkim przytul mocno męża i swoje wspaniałe dzieci i ciesz się tym co już masz. Bardzo. I dziękuj, każdego dnia sobie, Bogu, opatrzności, że masz do kogo się tulić.
Teraz to nie pora na opowieści, ale kiedyś opowiem Ci historię, która być może będzie w stanie Ci pomóc....
Joaś - cieszę się, że Wy już w domu a Arti rośnie jak szalony! Zdrowia dla Was i przeogromnie dużo siły! Niech twoja doba ma właściwości gumy!!!!
Mila_mama - czytam Twojego posta i uśmiecham się do siebie. Ignacy przyszedł na świat jak Sasha miał 1 rok i 4 miesiące. Kaj miał 6 lat. Też planowałam po Sashy powrót do pracy. Kończyłam właśnie kurs, który miał mi pomóc w szukaniu lepszej pracy kiedy dowiedziałam się, że jestem w 12!!! tygodniu ciąży... Byłam przerażona jak małe dziecko, kompletnie nie wiedziałam co mam robić, czy dam radę, miałam 33 na karku i kompletnie inne plany, mój mąż potrafi pracować 6 dni w tygodniu, a ja nie jestem typem kobiety siedzącej w domu.... Teraz Ignacy ma 11 miesięcy, ja właśnie wypełniłam formularz prerekrutacyjny na studia (
Rekrutacja na studia przez Internet - Polski Uniwersytet Wirtualny) i pomagam mojemu przyjacielowi w promocji jego firmy. Pogodziłam się z tym, że właściwie kolejne trzy lata spędzę w domu i staram się wykorzystać to na maxa. Nie mam tu do pomocy rodziny, ale dajemy sobie radę, bo się kochamy i możemy na siebie liczyć.... Poniżej dowód: