Hej babeczki. Najpierw opisze co się stało. Wybaczcie że tak o sobie...
Wstałam wczoraj o 4.30. Przygotowałam kanapki i takie tam. Autko sprawdzone i zatankowane do pełna stało pod domem. Wyruszyliśmy o 5.30 . Po 30 min od wyjazdu padło nam auto. W czasiie wyprzedzania po prostu zgasł i koniec

A w Warszawie wizyta u lekarza na 12.20... Dzwoniliśmy więc do teścia żeby nas poratował. Po 40 minutach przyjechał. Zostawił nam swoje auto. Przepakowaliśmy się. Tata powiedział ze wspomaganie nie działa ale że na pewno dojedziemy, że to drobnostka. No więc ta "drobnostka' okazała się byc czymś więcej...



Jechało się fatalnie bo wszędzie remonty na drogach, Ruch wahadłowy. Jechaliśmy 6 godzin z Hanią i Michałkiem. Jak staliśmy w korkach to Hania płakała. Musiałam przeciskac się na tylne siedzenie, między foteliki i jakoś ją karmić. Nie było czasu na postoje. I tak byliśmy spóźnieni. Zadzwoniłam do kliniki, wyjaśniłam sytuację i zgodzili sie mimo wszystko nas przyjąć. Ostatecznie spóźniliśmy sioę jakieś pol godziny. Doktor oglądnął Miśka i wyznaczył termin operacji. Problem jest taki że do zabiegu musi być "przygotowany" czyli musimy rozkleić mu blaszki napletka (ściągnąć napletek- bo ma sklejony)- to boli strasznie. Pokazał nam jak to robić i musimy po kawałeczku odklejać...:-(krzyczy przy tym straszliwie
Chcieliśmy juz wracac az tu nagle w samym centrum miasta znów nam padło auto...



I czy to nie jest pech>??????? Załatwić 2 auta w 1 dniu?????



szc
Szczęście w nieszczęściu że autko stanęło 100m od napisu AUTO SERWIS

Czekaliśmy 3 godziny na dworze z dzicmi (wspomnę jeszcze że dla Michała nie mieliśmy wózka,więc musiał chodzić na nózkach cały czas, a Hanię karmiłam na dworze )zanim auko było gotowe do drogi. Nie zjedliśmy nawet porządnego posiłku bo baliśmy się że zabraknie nam pieniedzy na zapłatę za naprawe... Ostatecznie wyjazd do W-wy kosztował nas 1000 zł



Do domu dojechaliśmy o północy, zmęczeni zmarznięci i głodni.... Ale przynajmniej Michał bedzie operowany przez specjaliste-
czego się nie robi dla dzieciaków- prawda mamuśki???? Tak więc z moich rocznicowych planów nic nie wyszło (plannowałam wyjątkową kolację dla męża i kąpiel w piance z szampanem a zamiast tego zaraz po powrocie położyliśmy maluchy i zapomnieliśmy o 3 rocznicy...:-( strasznie mi smutno
Mama Michał ma spodziectwo- wada wrodzona- cewka moczowa nie w tym miejscu co powinna i rozszczep napletka.
Zuza duzó zdrówka dla babci
Izulka żyjesz??? Jak twoje zdrówko i jak Hania??
Bedi co i Ciebie??
Antylopka życze szybkiego znalezienie dobrej niani!!!
pawimi no to udanego świątecznego przyjęcia, dużo sił !!!!! i usmiechu też:-)
Monika ja brałam dep po urodzeniu Kasi. Miałam plamienia przez pierwszy miesiąc. Miesiączki nie miałam. Brałam 3 dawki czyli 9 miesiecy. Ani razu w tym czasie nie miałam miesuiączki. Nie miałam jej też po odstawieniu. Dopiero po przyjmowaniu luteiny miesiączki wróciły. Osobiście po Depo czułam się źle, bardzo przybrałam na wadze i miałam ciągłe uczucie wzdęcia dlatego zrezygnowałam....
Kochane wszystkie was serdecznie pozdrawiam i ściskam. Zyczeę wam mauśki spokojnej nocy i miłych snów