Cześć dziewczyny!
Mam na imię Iwona i 15 miesięcy temu przyszedł na świat mój synek.Kiedy czytałam o waszych maluszkach przypomniałam sobie wszystko: jak bardzo się o niego bałam, jak widok podłączonej aparatury sprawiał, że z rozpaczy pękało mi serce, jak liczyłam każdy gram, jak głaskałam maleńkie przeźroczyste ciałko szepcząc, że musi być silny,że tak wiele jest ludzi, którzy na niego czekają i bardzo go kochają. Ja też śpiewałam przy inkubatorze... Mój Szymek urodził się wg lekarzy w 35 tyg. waząc 1560g i mieżąc 50cm. Przez tydzień podawano mu tlen przez maseczkę, na szczęście obyło się bez respiratora, ale były też chwile grozy. Dzięki pielęgniarkom, które podpowiadały co robić,nauczył się ssać i po miesiącu zabraliśmy go do domu.Dzisiaj jest już małym urwisem, który biega i na wszystkie ruszające się bez wyjątku zwierzaki woła "tita", naśladuje nasze gesty i mimikę, waży 12kg i zadziwia bystrością-zwłaszcza dziadków. A my byliśmy przygotowani na to, że będzie miał wadę serca, że nie będzie widział na lewe oko i będzie miał problemy z koordynacją ruchową. Wiem jedno, że w chwili kiedy zdecydowano o cesarce-ratowano nas oboje (nadciśnienie, zatrucie ciążowe i stan przedrzucawkowy i co za tym idzie dystrofia płodu),potem ratowano moje dziecko i to nie tylko lekarze i pielęgniarki, ale każdy z naszych znajomych, który obiecał modlitwę. Dla mnie to jest cud, że moje dziecko, żyje i rozwija się jak rówieśnicy urodzeni o czasie. Ja sama stojąc przy inkubatorze modliłam się o mądrość dla lekarzy, aby potrafili pomóc tym wszystkim maluszkom. UWIERZCIE POMAGA!!! i przynosi wewnętrzny spokój i równowagę, a nasz nastrój maleństwo wyczuwa niesamowicie. Trzymajcie się dzielnie, będę o was i waszych szkrabkach pamiętała...Następnym razem wyślę zdjęcia różnica po kilku miesiącach jest ogromna i pomyślcie, że to co najgorsze macie już za sobą teraz musi być już tylko lepiej i tego Wam z serca życzę.