Kłaczek - i co tam?
Martusionek - kciuki mocno trzymam.
Cati - jak tam na ziemiach polskich?
Pisałam jakiś czas temu, że ta ciąża jest inna, że nie poświęcam jej aż tyle czasu w głowie i w rozmowach co z Adą. No to nadrabiam, bo w tej chwili o niczym innym nie gadam, siedzi mi to Maleństwo w głowie bardzo mocno. Zastanawiam się jaka będzie, bo w brzuchu to istna wariatka.
No i o ile ciąże na początku, w środku były wręcz identyczne, to na końcówce są kompletnie inne. Oprócz dobrego ogólnie samopoczucia to teraz kształt brzucha jest kompletnie inny, jest bardziej brzuszkowaty, Ada byłą rozlazła, co powoduje, że ruchy u mnie czuć zdecydowanie wyraźniej, mało tego brzuch zmienia kształty, czego nie doświadczyłam z Adrianną. Przedwczoraj i wczoraj normalnie wypięła dupkę tak, że po przyłożeniu ręki było czuć idealnie kształt pupci. No niesamowite przeżycie. Jak kopie na zmianę nóżkami to brzuch odbija się w tych miejscach, bardzo widocznie. Jak się obraca, a się obraca, to te obroty aż bolą. Coś niesamowitego.
Nie wiem czy w ostatnich dniach nauczyłam się bardziej dzielić czas na dwie córki czy nastąpił po prostu jakiś przełom, ale bardzo mnie cieszy, że ta moja podzielność uwagi się rozrosła, że dane mi przeżywać nie tylko fakt, że Adrianna tym razem na placu zabaw opanowała to urządzenie, ale że jednocześnie potrafię przeżywać to co się dzieje w brzuszku, zauważam, że Weronika śpi, że oho teraz się obudziła, choć nie czuję jeszcze kopniaków, że jestem mamą na dwóch etatach za chwilę. Bo tak będzie.
I tylko jedno mnie smuci, że mogłabym być już na tych etatach trzech, że nadal i mimo wszystko czegoś mi brakuje, że nadal i mimo wszystko czuję niedosyt i wracają pytania dlaczego, jakby to było, czy też byłaby dziewczynka, choć moje przeczucie mówi mi, że Aniołek to chłopiec. I odpowiadam sobie, że za jakiś czas ponownie będę w ciąży i wtedy dowiem się jak to jest mieć trójkę urwisów, ale wtedy znowu pojawi się niedosyt, bo przecież wtedy miałabym ich już czwórkę. Zawsze będzie o jedno dziecię za mało, zawsze...