Dziewczyny powinni mnie zamknąć, tyle co dwa dni temu zwróciłam uwagę babce, że ma dziecko nie przykrywać kocem, a dziś sama wyniosłam królika na dwór na trawę, na słońce



Poszłam sobie zrobić śniadanie rzut oka przez okno w kuchni, królika w klatce nie ma

Biegiem na dół, nie ma królika, oglądam się, wołam go, jest w cieniu pod ławką leży, ani się ruszy, zdążyłam obadać jak wyszedł z klatki i po kolanach by go wyciągnąć z pod tej ławki. Bunt królika, bunt mój i zaraz jakby mnie ktoś w łeb zdzielił "co ty głupia babo zrobiłaś mu?" Przytuliłam go, do domu, telefon do A., bo ja nigdy nie miałam zwierzątek (oprócz młodszego rodzeństwa) co robić? Dostałam wskazówki, kazał mi go obserwować, jak się nie poprawi za 30 minut do weterynarza. W tej chwili leży w piwnicy na zimnych kafelkach, już się tak nie trzęsie, tak jakby wracał do normalności.
Normalnie nie mogę się nadziwić swojej głupocie, debilizmowi i co tam jeszcze mam pod tą głupkowatą łepetyną


Zjadłam śniadanie, też takie nic jak Ty Kasik, ale co począć, coś trzeba tym dzieciom dostarczać do jedzonka.