Diana,
u mnie na porodówce podkłady gin też dawali ale na oddziale położniczym już nie.
Jeśli chodzi o papier toaletowy to był zapewniony, ale zdarzały się momenty, że go zabrakło w WC, więc nawet takie rzeczy dobrze mieć na wszelki wypadek.
Co do moich spostrzeżeń szpitalnych to ja miałam 2 koszule plus koszula do porodu, no i te dwie to było trochę mało, całe szczęście później mąż zabierał brudną i przywoził upraną. Po porodzie dosyć mocno się pociłam, pewnie fizjologia i emocje, więc wystarczyło przewinięcie małego i już nie czułam się świeżo.
Jeśli chodzi o podkłady gin to lepsze są te apteczne niż belli.
Majtki siatkowo-kabaretowe mi się sprawdziły.
Przydała mi się zabrana do szpitala herbatka na laktację, a także latator - choć położna mówiła, że do rozkręcania laktacji ręczny jest do kitu (ręczny Avent - mój akurat wkurzająco trzeszczy).
Lekarze kazali się podmywać białym jeleniem w kostce, ja miałam białego jelenia - żel pod prysznic hypoalergiczny oraz Ziaja czerwona i póki co jest ok.
Co do ubranek dla małego to najwygodniejsze były dla mnie kaftaniki i półśpiochy. Prawdę powiedziawszy jeszcze nie odważyłam się założyć body przez głowę, a właśnie ich kupiłam najwięcej.
Pieluchy flanelowe i tetrowe są git.
A, i jeszcze zgrzewkę wody trzeba zabrać - dla laktacji :-)
Sorki, że tak chaotycznie, ale może się komuś przyda :-)