• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Wieści od cieżarówek

reklama
Agatka - fajnie macie tam w Warszawie, że możecie się tak spotkać :-)
She - SPA urządzone czy w trakcie obmyślania? ;-)
Kasikz - no to faktycznie prawdziwymi sierpniówkami jesteśmy :-) Prawda? :-p

No więc piwo było w lodówce, piwo zostało wypite i co i Córcia ma nas gdzieś, jeszcze się nie urodziła, a już nie słucha ;-) W sumie zauważyłam, że zmniejszyła się Jej ruchliwość do kilku kopniaczków rano i wieczorem. Czy można zblokować się w głowie na poród? :confused2: Tak jak staraczki pragną dziecka i nic, tak my już pragniemy porodu i tulić Córcię w ramionach i też nic? :sorry:
 
Lillijanna a może Ty urodzisz równo w 40 t.c może Ada to punktualna dziewczynka?

She i jak udany relaks?

A ja dzisiaj jak bomba taka wybuchowa a i zła jak nie wiem co:wściekła/y:
A M lepiej dla swego dobra niech śpi i mi się na oczy nie pokazuje. Bo wczoraj M, mój brat i tato urządzili sobie wieczór piwkowy i normalnie maiałam dość ich tego gadania a najbardziej jak wypuścili psa na ulicę i jeszcze klaskali w ręce bo on w tedy biega szybko i robi takie uniki aja się bałam ze on wybiegnie na ulicę i będzie jakiś przygłup jechał ulica i go potrąci. Tak samo jak M leci do sklepu i nawet się nie zapyta czy może ja bym chciała Karmi jakby mnie nie było w domu. Oj dość mam tych chłopów w ogóle jakaś taka nerwowa jestem a potem płaczę. Przepraszam ale musiałam się wygadać.

Życzę miłej niedzieli!!!!
 
Martusionek, no cóż hormony szaleją. Musisz to jakoś przeczekać, i nikogo w międzyczasie nie ukatrupić, i nie zapłakać się na śmierć ;-)

Lili, teraz to wszystko zależy od tego co Ada sobie w główce zafiksowała. A Ty to sobie możesz się blokować na poród ;-) Jak już będzie chciała wyjść to i tak wyjdzie :-)

Asiu, mam nadzieję, że nocka minęła spokojnie
 
Witam sie niedzielnie:-)
Lili no ty chyba juz masz tu niewiele do powiedzenia teraz wszystko zalezy od Ady kiedy jej sie zechce opuscic fajny domek:tak:
martusionek oj hormoniki szaleja, ja tez tak mam a chlop jak cos wypije to trudno od niego oczekiwac zdrowego rozsadku:sorry:

normalnie zahaczam brzuchem o wszystko, wy tez tak mialyscie? nie moge zakodowac ze mam go tyle np walnelam o wozek w sklepie bo myslalm ze prejde obok jak wciagne brzuch, no i wciagnelam a tu raczka od wozka:eek::sorry:
 
Martusionek - oj najgorsze jest, że same wiemy że coś jest nie tak a i tak nie idzie temu zaradzić :-D Mamy świadomość tych hormonów i tym co się z nami dzieje, a jednak same tego nie potrafimy zrozumieć, okiełznać. Jak mi hormony dawały się we znaki to od razu wysyłałam jasny, czytelny sygnał do A., że głowa swoje, a ja swoje i ma uważać :-D Miałam to szczęście, że On sam potrafił te moje chybotliwe momenty wychwycić od razu, jakim cudem nie wiem :eek:
Just79 - no to mnie pocieszyłaś, że czegoś takiego jak blokada na poród nie istnieje, fiu :-D Wydaje mi się, że jestem gotowa jak nigdy, ciekawe czy też taka mądra będę jak się bóle pojawią ;-)
LucyF - ja się dzisiaj jeszcze na tym łapię, że próbuję wciągnąć brzuch, a on nic ani nie drgnie :eek:
 
Cześć. Jestem w podłym nastroju. Zapłakanym od rana. Mam wszystkiego dość. Wczoraj wieczorem znów wróciły bóle podbrzusza jak na @. Mała zaczęła szaleć, jakby chciała brzuch rozerwać. Zaczęły mnie boleć pachwiny i w pewnym momencie tak gorąco mi się w środku zrobiło. Położyłam się i po 1 w nocy zasnęłam. W nocy obudził mnie skurcz lewej łydki. Rewelacyjnie szło mi jego wypędzanie zwłaszcza, że do stopy sama nie sięgam, by móc wygiąć palce. Rano jak wstałam o 8, to nie mogłam sobie wydusić pasty do zębów na szczoteczkę, bo od nadgarstków do końców palców nie czułam dłoni. W tej chwili jest nieco lepiej, ale nadal mam drętwienia. Boli jak przy reumatyźmie. Do tej pory mogłam włożyć obrączkę M. Dziś mogłam o tym zaledwie pomarzyć, więc same sobie wyobraźcie jak mi ręce napuchły. Kostki nóg mi się nie zginają, więc jak szłam z psem, to po schodach toczyłam się 10min. W górę jeszcze dłużej. Buzia zaczęła mi puchnąć. Dalej bolą pachwiny i dół brzucha co jakiś czas się odzywa. Wróciłam ze spaceru zdruzgotana, bo to ledwo przed 9 było, a już gorąco jak cholera. Strach myśleć co będzie dalej. Po powrocie do domu usiadłam w kuchni i się po prostu poryczałam. Jestem jak niepełnosprawna. Jest mi bardzo źle. A najbardziej w tej chwili boli fakt, że jestem sama. Teraz, kiedy tak bardzo potrzebuję M przy sobie, on jest setki km ode mnie. Od nas. Nie radzę sobie z tym... Wiedziałam, że nie idę w kolorowe życie, ze względu na jego przeszłość. Ale dlaczego akurat w takim momencie muszę być sama? To najprawdopodobniej najważniejsze dni mojego życia. Naszego życia. Drugiego dziecka pewnie mieć nie będziemy. A ja ostatnie dni ciąży przy takim samopoczuciu jestem sama jak palec. Nie potraficie sobie wyobrazić jak wyć mi się chce i co czuję.

Przepraszam, że tak depresyjnie. Ale nie mam sił na optymizm i uśmiech.

I przepraszam, że tylko o sobie.
 
Asiu no coz czasami jak czlowiek poplacze to mu sie lzej robi, ale nie mysl o tym wszystkim w ten sposob, zmien nastawienie. poniewaz to oststnie dni to pomysl sobie ze juz niedlugo i wszystkie te "niedolestwa" znikna a Ty bedziesz miec najslodsza kruszynke na swiecie w ramionach i poniweaz jak sama piszesz pewnie to Wasze jedyne dziecko bedzie to trzeba te finiszowe dni przezyc i je zapamietac bo po porodzie jak juz nie bedzie takich emocji jak teraz to bedziesz o tym wszystkim opowiadac anegdoty:) a co do meza to zanim sie obejrzysz juz bedzie przy Was i w najwazniejszej dla Was chwili bedzie wam towarzyszyl a o jego nieobecnosci pomysl ze np musial w delegacje sluzbowa jechac i nie mial na to wplywu.
Wez jakas ksiazke albo gazete albo jakis film obejrzyj bo jak bedziesz siedziec i myslec to Ci bedzie tylko gorzej.zajmij czyms glowe. jak mowi moj P. w takich sytuacjach:" myslenie ci nie sluzy" no i zawsze mozesz nam pisac jak ci zle:)
 
Dzięki LucyF. Staram się nie myśleć, dlatego zasiadłam do dokumentów. Ale niestety jest jakiś problem z połączeniem zdalnym i wywaliło mnie z pulpitu biurowego komputera. Chyba będę musiała zadzwonić do szefa, by sprawdził, czy mają net u siebie. Po południu pojadę z Rodzicami na działkę. Ma być moja ciocia i wujek, którzy tydzień temu zostali dziadkami. Pisałam Wam o porodzie trwającym 45min. To właśnie oni. Więc troszkę może się rozerwę. Jak mnie upał nie zabije. No i faktycznie wyjazd M przekładam sobie w myślach na wyjazd smutnej konieczności. Coś a'la delegacji, której nie dało się uniknąć. Ale póki co niewiele to pomaga. Dziś ogólnie chciałabym by było już po wszystkim. Z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. A ja nie lubię być zależna od innych. I dobija mnie fakt, że tak proste czynności jak wyduszenie pasty są dla mnie w tej chwili nielada wyczynem. Wczoraj jak byłam wieczorem na spacerze z psem, to nagle ni z gruchy ni z pietruchy wypadła mi z rąk smycz. Rozumiałabym, gdyby Quido akurat pociągnął. Ale nie. On w tamtej chwili wąchał trawę. A mi się po prostu ręka rozwarła, palce puściły wbrew mojej woli i smycz była na ziemi. Wiecie w jakim szoku byłam? Niepanować nad swoim ciałem to najgorsze co może być. Gdyby nie to, że w czwartek dostałam wykład od gina, że nie ma u mnie możliwości wystąpienia zatrucia ciążowego, to byłabym zestresowana na maxa...

Spróbuję zrestartować komputer. Może wtedy połączę się z biurem. Zaraz wracam.
 
reklama
Asiu to bedzie super rozwiazanie jak pojedziesz na dzialke i pogadasz troche:) kazda z nas ma chwile slabosci zwiazane z "urokami ciazy" i wcale nie musimy byc strongmenkami mamy prawo do gorszego samopoczucia i mamy prawo miec wszystkiego dosc. najwazniejsze to przeczekac do momentu az bedzie lepiej.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry